Postrzegł omyłkę; bardzo zmieszał się, spiekł raka,

I ręce obie schował w jedną kieszeń fraka.

Idzie jakby przez rózgi śród szeptów i drwinek,

Wstydząc się za frak, jakby za niecny uczynek;

Aż spotkał oczy Maćka i zadrżał z bojaźni.

Maciej dotąd z Rejentem żył w wielkiej przyjaźni;

Teraz wzrok nań obrócił tak ostry i dziki,

Że Rejent zbladnął, zaczął zapinać guziki,

Myśląc, że Maciej wzrokiem suknie z niego złupi.

Dobrzyński tylko dwakroć wyrzekł głośno: «Głupi!»