I tak strasznie zgorszył się z Rejenta przebrania,

Że zaraz wstał od stołu, i bez pożegnania

Wymknąwszy się, wsiadł na koń, wrócił do zaścianka.

A tymczasem Rejenta nadobna kochanka,

Telimena, roztacza blaski swej urody,

I ubiór, od stóp do głów co najświeższej mody.

Jaką miała sukienkę, jaki strój na głowie,

Daremnie pisać, pióro tego nie wypowie;

Chyba pędzel by skreślił te tiule, ptyfenie,

Blondyny, kaszemiry, perły i kamienie,