I grzecznie się skłoni,

I z konia zeskoczy;

Dziewczę się zapłoni,

Na dół spuści oczy.

Ten milczy, ta wzdycha,

Po niedługiej chwili,

Ten głośno, ta z cicha,

Coś z sobą mówili.

Lecz że wietrzyk dmuchał

W tę stronę dąbrowy,