Rzekłbyś, że wieczór, co już z niebios spadał,

Naprzód na jego oblicze osiadał

I stamtąd dalej miał swój cień roztoczyć.

Po prawej stronie już pustej ulicy

Stał drugi człowiek — nie był to podróżny,

Zdał się być dawnym mieszkańcem stolicy;

Bo rozdawając między lud jałmużny,

Każdego z biednych po imieniu witał,

Tamtych o żony, tych o dzieci pytał.

Odprawił wszystkich wsparł się na granicie