On przez lunetę, wspartą na mojém ramieniu,

Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu.

Na koniec rzekł: „Stracona”. — Spod lunety jego

Wymknęło się łez kilka, — rzekł do mnie: „Kolego,

Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,

Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?” — „Jenerale,

Czy go znam? — Tam stał zawsze, to działo kierował.

Nie widzę — znajdę — dojrzę — śród dymu się schował:

Lecz śród26 najgęstszych kłębów dymu, ileż razy

Widziałem rękę jego, dającą rozkazy. —