Lecz rozkosz moja, ach! ta rozkosz senna,

Któż ją opowie? — mocniejsza niż dzienna,

Lżejsza i milsza: jawa ma żar słońca,

A sen łagodność i ciszę miesiąca.

Za ręce wreszcie jak siostrę ująłem;,

Spojrzała ku mnie okiem niewesołem.

O siostro moja, patrząc w to twe oko,

Czuję me szczęście tak dziwnie głęboko,

Że mi się zdaje, że jestem w kościele.

Ona mi rzekła z uśmiechem dziecięcia: