Błyszczą w haremie niebios wieczne gwiazd kagańce

Śród nich po safirowym żegluje przestworze

Jeden obłok, jak senny łabędź na jeziorze,

Pierś ma białą, a złotem malowane krańce.

Tu cień pada z ménaru i wierzchu cyprysa,

Dalej czernią się kołem olbrzymy granitu,

Jak szatany, siedzące w dywanie29 Eblisa30

Pod namiotem ciemności; niekiedy z ich szczytu

Budzi się błyskawica i pędem Farysa31

Przelatuje milczące pustynie błękitu.