Stamtąd ja przed półwiekiem, gdym był młodym człowiekiem,

Laszkę sobie przywiozłem za żonę;

A choć ona już w grobie, jeszcze dotąd ją sobie

Przypominam, gdy spojrzę w tę stronę».

Taką dawszy przestrogę, błogosławił na drogę;

Oni wsiedli, broń wzięli, pobiegli.

Idzie jesień i zima, synów nié ma i nié ma,

Budrys myślał, że w boju polegli.

Po śnieżystej zamieci do wsi zbrojny mąż leci,

A pod burką wielkiego coś chowa.