Tak na domowników ręku

Tukaj, pośród skarg i jęku,

Pożegnawszy świat na wieki,

Gasnące zamknął powieki.

Wtem grom łamie szczyty dachu,

Zadrżały zamkowe ściany,

Jakowyś starzec nieznany

Wlatuje na środek gmachu.

Siwy włos okrył mu skronie,

Twarz marszczkami rozorana,