Nie zdoła z niej wylecieć ani zginąć na dnie?

Co żyje, niknie — tak na mnie świat woła...

Za cóż głos ten wewnętrznej wiary nie wyziębi,

Że gwiazda ducha zagasnąć nie zdoła

I raz rzucona krąży po niezmiernej głębi,

Póki czas wieczne toczyć będzie koła.

Któż to krzyknął od lądu? jakie słychać żale?

Wyż to, o bracia moi, przyjaciele moi,

Dotąd stoicie na nadbrzeżnej skale?

I tak się oko wasze znudzenia nie boi,