Choć właściwie wcale nie była religijna — jej życie było na to zbyt gorzkie — zachowała jednak pozory religijności. Moje zaś wolnomyślne poglądy religijne powiększały jej niezadowolenie i powtarzała wszystko, co słyszała od nieuków i złych ludzi o socjaldemokratach. Martwiła i obrażała mnie bezustannie złośliwymi zdaniami o partii, do której należałam.
Gdy musiałam stawić się na policji lub do sędziego śledczego, uważała to za taki wstyd i hańbę, jakbym była popełniła brzydkie przestępstwo. Z powodu mojej coraz bardziej wytężonej działalności przychodziło mi czasem wracać do domu późnym wieczorem, zaczęła więc mną pogardzać, jej zdaniem bowiem porządna panienka nie powinna była tak postępować. Czekała na mnie, by urządzić mi scenę, łajać mnie, gdy zmęczona i zziajana wracałam do domu. Jeśli przychodziłam do domu z uczuciem satysfakcji, że się gdzieś przydałam, matka zatruwała mi radość kpinami i wyśmiewaniem się. Często godzinami leżałam w łóżku i płakałam rzewnymi łzami, że mnie los dotknął tak ogromnym nieszczęściem. Teraz, gdy miałam zajęcie, które mnie zachwycało, które dawało mi szczęście i radość, musiałam cierpieć, że moja matka jest za stara, by mnie zrozumieć i odczuwać ze mną.
Nigdy jednak nie miałam zamiaru jej porzucić. Tyle cierpień przeżyłyśmy razem, jakże teraz miała nie być ze mną, gdy opuściły mnie wszystkie ponure cienie. Teraz, gdy moje życie było tak pełne, tak treściwe, traciłam wspomnienia ponurej, nieszczęsnej przeszłości. Czułam się zupełnie zdrowa i wystarczająco silna, by znosić najgorsze trudy dobrowolnie obranego zawodu. Tylko wrogi nastrój mej matki był dla mnie coraz cięższym brzemieniem. Ona tamowała mój rozwój i zdawało mi się, iż dźwigam ciężkie kajdany.
Chcę teraz z wdzięcznością wspomnieć o próbie podjętej, by zmienić zdanie matki i pogodzić ją z moim powołaniem.
Fryderyk Engels podróżował po kontynencie57 i wtedy go poznałam. Był nadzwyczaj uprzejmy, tak że wcale nie czynił wrażenia „wielkiego” internacjonalisty. Ponieważ wtedy w partiach było jeszcze mało kobiet, a przywódcy stwierdzili, iż udział kobiet ma wielką wartość, przeto bardzo interesował się moim rozwojem umysłowym. Podczas rozmowy mówiłam o tym, co mi najbardziej dolegało — o matce. Chciał mi pomóc i ulżyć mi w drodze życia. Przyszedł do mnie z Augustem Beblem, do mojego skromnego mieszkania na przedmieściu. Chcieli objaśnić staruszce, że powinna być właściwie dumna ze swej córki. Lecz matka, która nie umiała czytać ani pisać i nigdy nic nie słyszała o polityce, nie chciała zrozumieć dobrych chęci obu przywódców. Obaj byli znani w całej Europie; ich dzieła i mowy rewolucyjne poruszyły autorytety całego świata — dla biednej staruszki nie mieli jednak żadnego znaczenia, nie znała nawet ich nazwisk. Gdyśmy znowu zostały same, powiedziała żartobliwie: „Takich starych sobie sprowadzasz”. Według niej każdy przychodzący mężczyzna był pretendentem do mojej ręki, a że jej najgorętszym pragnieniem było, abym wyszła za mąż, każdego więc uznawała za zalotnika. Obaj goście, z których jeden był staruszkiem, drugi zaś mógł być moim ojcem, nie wydawali się odpowiedni na mężów dla jej młodej córki.
Matka nie zmieniła się nigdy, przeciwnie, im była starsza, tym bardziej była mi wroga, ja jednak przezwyciężyłam nawet to. Doszłam wreszcie do wniosku, że absolutnego szczęścia nie ma, a socjalizm dał mi tyle radości i zadowolenia, że wszystko inne wydawało mi się niczym. Służenie z powołania wielkiej sprawie daje tyle szczęścia, tyle wartości życiu, że można znieść wiele zawodów i zgryzot bez upadania na duchu. Sama tego doznałam. Jakże zmienił mnie socjalizm! Im lepiej go pojmowałam, im bardziej świadoma byłam mej prawdy, tym mężniej stawiałam czoło wszelkim nieprzyjaciołom. Moja wiara w socjalizm była jak skała i nigdy ani na chwilę nie przyszła mi na myśl najmniejsza wątpliwość. Głęboko wierzyłam, że piękny wiersz Georga Herwegha58, który tak często zdobi ściany podczas świąt robotniczych, ziści się dzięki zwycięskiej sile walki wyzwoleńczej proletariatu. Brzmi on, jak następuje:
Czego żądamy od czasów odległej przyszłości?
By pracę mieć i chleb nasz powszedni,
By dzieci nasze w szkołach się kształciły,
A starcy nie potrzebowali jałmużny.