*
Następnego dnia kazano mi zająć miejsce w kantorze, gdyż moja poprzedniczka zachorowała. Kilka lat przedtem wprawiłoby mnie to w bezgraniczny zachwyt. Jakżebym się cieszyła, że nie muszę być robotnicą fabryczną! Pokonanie wszystkich trudności wydawało mi się bardzo łatwe. Lecz teraz byłam wrażliwsza. Było mi nieprzyjemnie zajmować stanowisko, nie posiadając do tego żadnych umiejętności. Znałam wprawdzie liczenie w pamięci, nie miałam jednak pojęcia, jak wypełniać rachunki na papierze. Trochę mnożenia i dzielenia, którego się nauczyłam w trzeciej klasie szkoły ludowej, już dawno zapomniałam. Gdybym przynajmniej była zadowolona z nowego stanowiska, nauka szłaby mi łatwo, lecz ta posada oddzielała mnie od dawnych koleżanek. Nie mogłam już prowadzić propagandy.
Od czasu swojej pierwszej mowy zapraszano mnie na mnóstwo zebrań. Nieraz kilka razy w tygodniu i w każdą niedzielę odbywały się zebrania, na których przemawiałam. W kantorze jednak pracowałam godzinę dłużej i było już za późno na chodzenie na zebrania. Ogólnie rzecz biorąc, pracowałam mniej: rano przychodziłam dopiero o ósmej, a na obiad miałam dwie godziny, tak że mogłam chodzić do domu, oprócz tego płacono mi teraz guldena więcej.
Byłam teraz „panienką” i mogłam się ładniej ubierać. Gdy jednak dalej przemawiałam na zebraniach niedzielnych, a gazety drukowały recenzje o moich przemówieniach, znów kazano mi się tłumaczyć, po co to teraz robię. Nie jestem już przecież robotnicą, nie powinnam się więc tymi sprawami interesować. Prosiłam, by mi zwrócono moje miejsce w fabryce, i prosiłam tak długo, aż moje prośby odniosły skutek.
Moja sytuacja nie była teraz przyjemna. Policja zaczęła zwracać na mnie uwagę. Nawet adwokaci już ofiarowali mi swoją opiekę. W dodatku w fabryce otrzymałam pierwsze wezwanie do sędziego śledczego. Było to coś niesłychanego i nasz starszy majster był wściekły. Ja sama też się przeraziłam. Pierwszą moją myślą było, co matka na to powie.
Pisały o mnie gazety, co jeszcze bardziej utrudniało moją sytuację w fabryce. Nie chciałam czekać, aż mnie zwolnią, i sama prosiłam o zwolnienie, żeby móc się całkowicie poświęcić swym dążeniom i bezustannie pracować dla organizacji kobiet. Dostałam piękne świadectwo, w którym wychwalano moją pilność, poczucie obowiązku i nadzwyczajne zdolności. Fabrykant wręczył mi je osobiście ze słowami: „Życzę pani na nowym polu działalności tyleż uznania, co w dotychczasowej pracy”.
*
Chcę jeszcze opowiedzieć, jak matka zapatrywała się na moje ideały i działalność; jest to najsmutniejsza karta mych wspomnień.
Ta kobieta, która miała za sobą długi łańcuch cierpienia i niedostatku, która w okropnych warunkach co dwa lata wydawała na świat dziecko i karmiła je własną piersią przez szesnaście do osiemnastu miesięcy, by jak najdłużej uchronić się przed nową ciążą, ta kobieta, przedwcześnie złamana kłopotami i ciężką pracą — nie mogła sobie wymarzyć dla swej córki innego losu jak dobre małżeństwo. Wydać córkę za mąż było jej jedyną myślą, jedynym marzeniem i wiele musiałam wycierpieć, by się uwolnić od narzucanego mi małżeństwa, mającego na celu polepszenie bytu i uwolnienie mnie od pracy w fabryce.
Wyjść za mąż i mieć dzieci — było według niej przeznaczeniem kobiety. Jak przedtem cieszyły ją pochwały, którymi mnie obdarzano, tak teraz zmieniła się, gdy się przekonała, że chcę całe życie poświęcić swoim dążeniom. Im częściej występowałam jako mówczyni, tym surowsza stawała się wobec mnie matka.