Na wiele rzeczy patrzyłam teraz inaczej niż przedtem. W fabryce pracowało mnóstwo dziewcząt, które nie osiągnęły jeszcze prawnie dopuszczalnego wieku. Gdy spodziewano się wizyty inspektora fabrycznego — i, dziwna rzecz, zawsze wiedziano przedtem, kiedy można go oczekiwać — przykazywano tym dzieciom, żeby w razie, gdyby je spytano, mówiły, że mają 14 lat. Przedtem myślałam jak inni: „Dobry pan! Naraża się na nieprzyjemności, współczując biednym!”, Od czasu zaś, jak przeczytałam dzieło Engelsa Położenie klas robotniczych w Anglii, miałam o tym zupełnie inny sąd. Teraz miałam inne pojęcie o pracy dzieci, a że nauczyłam się obiektywnie oceniać moje własne dzieciństwo w warsztatach rzemieślniczych i spędzoną w fabryce młodość, doszłam do odmiennych wniosków. Oprócz tego zauważyłam, że te z robotnic, które od dzieciństwa pracowały we fabryce, były najbardziej konserwatywne i najbardziej niepodatne na wszelkie wpływy i nawoływania do solidarności. Uważały się za część fabryki, nie wiedząc o tym, jak mało dostawało im się z bogactw, chociażby tylko przez nie tworzonych. Były najpokorniejsze, jak płazy; znały tylko uczucie wdzięczności dla dobrego pana, który im zabezpieczył chleb na całe życie. Z nienawiścią, wzgardą i obrzydzeniem patrzyły na poglądy moje i moich podobnie myślących koleżanek.

Cóż więc dziwnego, że teraz najchętniej zwróciłabym uwagę inspektora fabrycznego na wykorzystywanie pracy 13-letnich dziewczynek! A jak wszystko czyszczono i zmywano, kiedy oczekiwano urzędnika! Panował formalny fanatyzm porządku i czystości tam, gdzie zwykle najspokojniej gnieździły się kurz i brud!

Moje krytyczne obserwacje rozszerzały się także na inne sprawy. Należeliśmy do kasy chorych56 i nasz przedstawiciel w zarządzie był zawsze wybierany i mianowany przez fabrykanta w imieniu pracowników. Teraz dowiedziałam się, że mieliśmy prawo go wybierać. Prawo to wyjaśniłam i wymogłam na zebraniu przy pomocy wyżej wspomnianych osób o tych samych poglądach. Był to czas wielkich strajków; trzeba było wspierać tysiące ojców rodzin, żeby uchronić ich i rodziny od śmierci głodowej. Organizacje nie miały jeszcze wtedy żadnych funduszy, więc prasa robotnicza nawoływała do składek; ja też poczytywałam sobie za obowiązek prosić kolegów i koleżanki o przyczynienie się do powiększenia sumy. U większości miałam powodzenie. Fabrykant dowiedział się jednak o tych składkach. Prosił, abym mu przyniosła coś napisanego przeze mnie, chciałby bowiem dać mi stanowisko bardziej odpowiadające moim zdolnościom. Zrobiło mi się strasznie przykro, gdy pomyślałam o swoim błędnym i brzydkim piśmie. O tym jednak, co miałam pisać, nie miałam potrzeby długo myśleć. Czytałam właśnie znowu poezje Goethego i napisałam strofę z Prometeusza, która mi się nadzwyczaj podobała:

Gdym dziecięciem małym był,

Nie wiedziałem, dokąd iść —

Wzrok mój błądzący podniosłem

Ku słońcu, jakby tam

Ktoś słuchać chciał mych skarg,

Jakby tam ktoś jak moje serce miał

I nad uciśnionym litował się.