O położeniu robotnic zatrudnionych w fabrykach

Robotnice! Czyście już kiedyś myślały nad swoim położeniem? Czy nie cierpicie wszystkie pod jarzmem brutalności i wyzysku waszych tak zwanych panów? Wiele niewolnic fabrycznych pracuje od świtu do późnej nocy, podczas gdy tysiące ich sióstr siedzi, oblega bramy fabryk i warsztatów, gdyż nie mogą dostać tyle roboty, żeby nie przymierać głodem i okryć nagość swego ciała. A jaka jest płaca za tylugodzinną pracę?

Czy niezamężne robotnice mają możliwość wieść żywot godny człowieka? A cóż dopiero zamężna! Czy mimo wyczerpującej pracy może ona jak należy zaopatrzyć swe dzieci? Czy nie jest wystawiona na nędzę, chłód i głód, by mieć dla nich najniezbędniejsze rzeczy? Takie jest położenie kobiet-pracowników i gdy będziemy mu się przypatrywać bezczynnie, nie poprawi się ono wcale, przeciwnie, będziemy coraz bardziej poniżane i wyzyskiwane.

Robotnice! Dowiedźcie, że jeszcze nie całkiem ugrzęzłyście w błocie i umarłyście duchowo! Powstańcie, pojmijcie, że kobiety i mężczyźni pracujący powinni iść w tej walce ręka w rękę. Nie zatykajcie uszu na zwrócone do was wołanie! Wstępujcie do organizacji, która ma na celu wychować także kobiety do walki ekonomicznej i politycznej.

Chodźcie na zebrania, czytajcie gazety robotnicze, wstępujcie w szeregi socjalno-demokratycznej partii robotniczej jako pracownice świadome celu i znaczenia klasowego.

Muszę też nadmienić o przyjemnym dla mnie fakcie. Wspomniałam w pewnym miejscu, że najstarszy brat po śmierci ojca udał się na obczyznę. Nie widzieliśmy się przez długie lata i później też spotykaliśmy się tylko przelotnie. Brat był socjaldemokratą i czynnym członkiem partii na długo przed moim pierwszym przemówieniem. Wiedziałyśmy o tym ze słyszenia, opowiadano nam, że ma takie dziwaczne poglądy, że wszystkich ludzi uważa za braci, że jest socjalistą. Wtedy wydawało mi się to romantyczne, później sama przejęłam się tymi ideami. Matka potępiała wszystkie jego poglądy, o których słyszała, nie podejrzewając nawet, że córka całkowicie je podziela.

Podczas uroczystości robotniczej spotkałam się z moim bratem i byłam niezwykle szczęśliwa, że w rodzinie mam osobę o zupełnie podobnych poglądach. Dzięki niemu poznałam wiele osób, które wcześniej podziwiałam z daleka.

Pewnego dnia posłano mnie do gabinetu mego „pana”. Wydarzyło się to po raz pierwszy, choć już siedem lat pracowałam u niego. Serce mi kołatało, gdy zbliżałam się do drzwi kantoru, odprowadzana wzrokiem koleżanek. Fabrykant oczekiwał mnie z gazetą branżową w ręku. Artykuł był podpisany moim nazwiskiem. Zwrócił się do mnie „panno”, czego nie robił w stosunku do pracownic, i zapytał, czy znam tę gazetę i czy to ja napisałam ten artykuł. Na moją odpowiedź twierdzącą rzekł mniej więcej: „Nie mogę pani narzucać, jak ma pani spędzać swój czas wolny; chcę panią prosić tylko o jedno: w mojej fabryce niech pani porzuci wszelkie agitacje w takich celach. Zabraniam pani również wszelkich składek na rzecz pani dążeń. Chcę zachować ciszę i spokój w swym domu”. Na zakończenie dodał jeszcze: „Chcę pani udzielić na drogę pewnej przestrogi: jest pani młoda i nie może pani ocenić, co robi, proszę jednak pamiętać, że polityka to niewdzięczne zajęcie”.

Mimo że postanowiłam spełnić prośbę fabrykanta i zachowywać się w fabryce biernie, nie udało mi się tego uniknąć. Było to trudniejsze, niż myślałam, gdyż wiele rzeczy się pogorszyło, niektóre przywileje zniesiono. We wszystkich fabrykach dzięki wystąpieniom pierwszomajowym pracowano dziesięć godzin dziennie, u nas zaś jedenaście godzin dziennie. Dodano nam godzinę za karę, żeśmy się jednak odważyli świętować w tym dniu. W tym nie było żadnej różnicy pomiędzy moim pracodawcą a innymi fabrykantami. Uważał się za pana i chlebodawcę i chciał, żeby robotnicy zawdzięczali wszystko jego wspaniałomyślności i łasce. Ponieważ raz odważyliśmy się wykonać z własnej inicjatywy jakiś zamiar, który nie spotkał się z jego aprobatą, musieliśmy zostać za to ukarani.

Dopiero gdy już mnie nie było w fabryce, raczył miłościwie skrócić dzień roboczy o godzinę, jednak wymógł na robotnikach i robotnicach pisemne zobowiązanie, że nie mają już nic wspólnego z socjalizmem.