Rio-Janeiro, 29 listopada [18]90 r.

V

Na okręcie w podróży. — W porcie. — Brazyliańscy urzędnicy wydziału kolonizacji. — Po com przybył do Brazylii? — Dom przy ulicy Ladeira da Gloria. — Narada Lukulusa z Lukulusem w kawiarni de Globo. — Redaktor brazyliańskiej gazety. — Hrabia i senator.

Gdy przez jaki miesiąc czasu ciągle morzem płyniesz i płyniesz, włożysz68 się nałogowo w tryb życia jednostajnego, zamkniętego w pudle, noszącym nazwę okrętu. Wtedy obchodzi cię głównie stopień geograficznej szerokości i długości, pod którymi się znajdujesz, obliczasz ilość mil morskich przebytych w ciągu doby, przesiadujesz nad mapą, obserwujesz termometr i barometr.

Na okręcie codziennie jedno i to samo: majtkowie szorują zawzięcie pokłady, obmywają łodzie, rozpinają lub zwijają żagle, wywieszają lub zdejmują flagi itd. Inna znowu służba czyści troskliwie klamki, szruby okien, myje drzwi, okna, podłogi w salonach i kabinach.

Marynarze wyższego rzędu — ludzie spokojni jak posągi, małomówni, przechodzą około ciebie, a na ich twarzach zdajesz się czytać jakąś zagadkę.

Morgen!69

Morgen, Herr Commendant!70

Frische Brise!71 — mówi pan kapitan lakonicznie. A tu dmie taki wiatr, że czapkę na głowie musisz dobrze ręką przytrzymywać.

Innym razem okręt się kołysze jak szalony, przerzucił cię już nieraz od ściany do ściany, masz sińce na łokciach i kolanach, a kapitan robi ci niespodziankę, kiedy przechodząc, mówi: