Naturalnie, nie dotrzymał mi słowa, nie dał żadnych rozporządzeń swemu sekretarzowi, który mnie, zadziwionego tą niesłownością, objaśnił:
— Pan hrabia ma na swojej głowie bardzo dużo zajęć.
— To niech nie ma pretensji do wielkości i sławy, skoro wszystkiemu podołać nie może!
Do stanu Paraná, gdzie są emigranci dawni, zdaje się głównie z poznańskiego, mogłem się przejechać, lecz dopiero w końcu swej podróży po Brazylii. Obecnie za jaką bądź cenę postanowiłem dotrzeć do tych miejsc, gdzie się osiedlają zupełnie nowi wychodźcy; pragnąłem poznać zarodek takiej kolonii, widzieć następnie jej wzrost i rozwój.
VI
Węże i jaszczurki jako zwierzęta domowe. — Moje plany i konsul. — Zastępca inspektora kolonizacji brazyliańskiej. — Nowy zawód. — Chłopi emigranci na bruku w Rio de Janeiro. — Niektóre uwagi o Brazylianach i ich życiu. — Święto fenianów. — Awantura w redakcji liberalnej „Trybuny”. — Francuz o zawodzie dziennikarza.
„O, tępo mi coś idzie w Brazylii!” — myślałem sobie, zrażony przyjęciem u hrabiego.
I znowu w kawiarni de Globo zrobiłem naradę ze sobą samym, co mam dalej począć. Kawiarnię dlatego tym razem wybrałem, że w hotelu, w izbie86 mojej, jaszczurki najswobodniej łaziły po ścianach i pokazywały mi swoje języczki. Gdym się odniósł do zarządzającego miejscowym porządkiem, rzekł:
— Ależ, panie, to są najniewinniejsze stworzenia pod słońcem! Mamy tu także węża, który od czasu do czasu odwiedza naszych gości, a jest tak obłaskawiony, że się wcale ludzi nie boi. Nie trzeba się obawiać, jeśli panu kiedy złoży wizytę.
Teraz ułożyłem sobie plan taki: iść do konsula, zaawizować paszport, w biurze jego zostawić adres redakcji „Kuriera Warszawskiego” na wszelki wypadek, jeśli się gdzie zaprzepaszczę, następnie na pierwszym lepszym okręcie puścić się do stanów: św. Katarzyny i Rio Grande do Sul87, dokąd wysłano (wiedziałem już z gazet) największą ilość polskich emigrantów.