— W Brazylii nie ma króla — odrzekłem — jest rzeczpospolita.

— Ciewy102, to bez103 to to tak źle! A w kraju, to nam het rozpowiadali, że pod cysarza idziewa na poddanych...

— Ej, co oni ta u nas wiedzą! — zawołał znowu inny. — Toć nam na szyfie Niemiec jeden rozpowiadał to samo, co pan mówi, tylo się nie każdy mógł zmiarkować o onej rzeczypospolitej...

— Jakby tu król był, toby porządek musiał u nich być lepszy.

— Choćby i my na ten przykład, moglibyśwa iść ze skargą, pożalić się, a skoro oni się tak pospolicie rządzą, to nie wiadomo, gdzie kogo szukać.

— Na czele rządu — rzekłem — stoi w Brazylii prezydent rzeczypospolitej.

— Pewnikiem zarówno z tymi urzędnikami trzyma.

— To w Ryjo, proszę pana, taki najstarszy siedzi? — pytają.

— Tak jest, w Rio.

— A czy to on takie śtuki wymyśla z emigracją i tym ajentom do nas iść kazuje104?... Bodaj jego śmierć nagła!