— Niech będzie pochwalony! Jak się macie? Skądeście?
Zaraz się schodzą, otaczają mnie, wypytują.
— A pan skąd? Czy pan także emigrant?
— Nie, nie emigrant; przyglądam się tylko, jak tu jest emigrantom, a potem to w książce opiszę.
— No, to pan uczciwie robi! Żeby tak dawniej był kto spenetrował, możebyśwa tu teraz nie byli...
— Więc wam źle w Brazylii?
— Nikomu na świecie gorzej już być nie może: ostatnia nędza i straszna kara boska za jakieś nasze grzechy!
— Mój panie — pyta inny chłop — kto nas też tu w tej Brazylii na takie ciężkie utrapienie ściąga?... Różnie o tym gadają.
— Was tu sprowadza rząd brazyliański, który przebywa w Rio de Janeiro.
— Toć urzędników rozmaitych widzieliśwa, jeno nie wiadomo, czy nad tym jest jaki król.