Rio Branco108, twórca abolicji 28 września 1870, (synowie niewolników przestali być niewolnikami). Saldanha Marinho109 (czytaj: Saldania Marinio), żyjący jeszcze osiemdziesięcioletni senator rzeczypospolitej, autor sławnego dzieła, Ganganelli. Assis Brasil110, pisarz republikański, historyk dobry i publicysta, autor dzieła La republique federale, obecnie minister w Buenos Aires. Ruy Barbosa111, ekonomista. Thobias Bareto112, filozof przyrodnik (zmarł w roku zeszłym). Silvio Romero113, jego uczeń, równie jak mistrz inteligentny. Władysław Netto114, dyrektor muzeum w Rio de Janeiro.

Nareszcie ciż sami studenci pokazywali mi jednego z pasażerów, mówiąc:

— Ten oto człowiek bardzo się przyczynił do przekształcenia monarchii na rzeczpospolitą; jest to jeden z najczynniejszych współpracowników Beniamina Constant, ma dużo energii i charakteru, a nazywa się Jeronymo França i jest kapitanem brazyliańskiej armii czynnej.

Starałem się o zawiązanie stosunków z panem França i gdym go poznał, zyskał on mój szacunek, a pożegnaliśmy się w Desterro, jako dobrzy przyjaciele. França kończył studia w Paryżu, gdzie poznał wielu Polaków; dobrze zapamiętałem tylko wspomnienie Marii Szeligi115, znanej autorki. Był on także w Warszawie, odwiedzał w Częstochowie swego przyjaciela, pana Joachima Wiernika. Zajmuje się dużo naukami przyrodniczymi i jest wyznawcą teorii Darwina. Pół Francuz, pół Brazylianin, jest França gorącym republikaninem i patriotą; mniemam atoli, a on podziela chyba me zdanie, że wśród Brazylian brak tego, co w Europie nazywają charakterem, uniemożebnia116 wszelkie szlachetne porywy robót społeczno-politycznych. Za leniwi, za tępi i zanadto próżni są Brazylianie, ażeby mogli co na świecie zrobić. Po prostu zaleje ich kultura niemiecka.

Rząd tymczasowy pod prezydentem, jenerałem Deodoro, uważał pana França za osobistość niebezpieczną w Rio de Janeiro i polecił mu przenieść się na wyspę św. Katarzyny do miasta Desterro. (Desterro — znaczy miejsce wygnania).

Kiedym spostrzegł, że pytaniami swymi na okręcie sprzykrzyłem się już jednym, wtedy szedłem między innych. Znajdował się tam także młody inżynier wojskowy, który odbył właśnie podróż po Amazonce i przebywał w tamtych okolicach przez osiem miesięcy, przeprowadzając studia celem rozgałęzienia komunikacji. Na owej wyprawie było 35 ludzi, lecz tylko dziewięciu powróciło — reszta umarła na różne febry. Inżynier, o którym mowa, stracił zupełnie zdrowie: był bardzo znękany chorobą. Opowiadał mi dużo o Indianach żyjących w stanie półdzikim ponad brzegami Amazonki.

Od inżyniera szedłem znowu do emigrantów polskich, dodawałem im ducha, choć zwykle na próżno: oni już w nic nie wierzyli.

Oprócz tego zawarłem bardzo korzystną dla siebie znajomość z Niemcem, komiwojażerem117, który znał na wylot ceny hotelów, obiadów, śniadań, łodzi po portach całej Brazylii, a to jest rzecz ogromnej doniosłości; przy tym Niemiec mówił po portugalsku wybornie i jechał do Desterro także: nic nie było łatwiejszego, jak stanąć razem z nim w jednym hotelu.

Wśród takich to okoliczności przybyłem do Desterro, podczas gdy emigranci popłynęli dalej na południe. W porcie nająłem łódź z żaglem i przybiłem do lądu.

VIII