Desterro ma trzy dzienniki, cztery kościoły; jest to miasto niebrukowane, a chodniki ma tylko tu i ówdzie. Porządek robią tutaj ptaki zwane urubu130, sępy czarne, które chodzą po ulicach, jak u nas na wsi kury, gęsi, indyki, i pożerają nieczystości. Urubu jest dla Brazylianina rodzajem Murzyna sanitarnego.
Przy stole w hotelu zabieram131 znajomość z panem Henrykiem Rupp, właścicielem fazendy132 w tak zwanym Campos Novos; hoduje on dużo bydła rogatego, koni, zakupuje w Urugwaju muły, podpasa je i sprzedaje. Opowiadał mi, że w San-Bento133 są Polacy dawno osiedli, że im się dobrze powodzi, a zwłaszcza dwom braciom Géry-Kamińskim.
Poznałem się także z pastorem protestanckim, który przez jakiś czas przebywał w Rosji; ale odsuwam się od niego, gdyż jest zbyt konfidencjonalny, klepie mnie np. po ramieniu i mówi:
— Bester Herr Daschinsky134. — Użyłem fortelu mego przyjaciela Her. Be., który w takim razie powiedział komuś: „Przepraszam pana, ale mnie tu boli”; nic nie pomogło i pastor na drugi dzień chciał mnie pogłaskać pod brodę.
Uwagę moją zwraca także człowieczek niski, dosyć gruby, z głową wyrastającą spomiędzy ramion; mówi tylko po portugalsku, często się do mnie zwraca przy stole, a rzadko kiedy jest trzeźwy. Razem ze mną przyjechał z Rio de Janeiro na tym samym okręcie, stanął w tym samym hotelu. Opowiadają mi, że to jest geometra, który odmierza kolonie dla polskich emigrantów. Ma być synem dużego jenerała; wygląda szujowato, palce mu z butów wyszły, bardzo brudny i ciągle się urzyna cachasem (napój z trzciny cukrowej), a przy tym o niczym innym nie mówi, tylko o płci pięknej.
IX
Listy delegata do dwóch szefów kolonizacji. — Konsul brazyliański w Niemczech. — Znowu Cieślik. — Jak mnie przyjął pan szef? — Baraki emigranckie w municypium Itajahy. — Moja rozmowa z emigrantami. — Legenda o mojej bytności w barakach. — Szef kolonizacji w Blumenau. — Zjadliwy artykuł w gazecie o mnie i o „Kurierze Warszawskim”. — Co mi mówiono, gdym wrócił do Rio de Janeiro? — Osada Blumenau. — Za kogo mnie mylnie wzięto? — Henryk Rosentreter z fabryki pana Szajblera w Łodzi.
Tak zeszedł mi tydzień czasu na niczym; nareszcie jednego dnia przybywa do mnie urzędnik z biura pana delegata i doręcza dwa listy: jeden z adresem Illmo Sr. A. de A. F., chefe da commissao de Terras de Itajahy135, drugi Illmo Sr. V. de P. chefe da commissao de Terras de Blumenau136.
Ponieważ listy były w kopertach otwartych, więc mi wolno treść ich przytoczyć, a choć to brzmi po portugalsku, mniemam jednak, że każdy zrozumie:
„Apresento vos o Sr. Adolf Dygasiński, correspondente do jornal russo-pollaco »Courrier de Varsovie«, que seio da Capital Federal, recommendado pela Inspectoria Geral, e para ahi segne visitators nucleos colonias sujeitas a direçao desta commissao; para isto che facelitareis os passagems”137.