Spomiędzy ptaków najczęściej spotykałem w lesie papugi i tukany, niekiedy ukazywał się też prześliczny ptak błękitny, wielkości naszego gila, a zwany sanha-su226, bardzo lubiący banany, jak mi powiadano. Głos guacho często w lesie słychać, przypomina on głos naszego dzięcioła pstrego. W krzewach ponad strumieniami słyszałem nieraz przyjemny śpiew barwnego ptaka benti-vi, spotykałem też wielokrotnie prześliczną viuvinę, ptaka aksamitno-czarnego z białą przepaską. Po domach i na targach najczęściej spotka się w klatkach: kardynała, curio, ptaka czarnego i bardzo śpiewnego, oraz canario de terra227, niemniej — zielone papugi i takież papużki. W ogrodach ludzi zamożniejszych widziałem zawsze wiele ciekawych dla mnie roślin, jak np. jakas228 (żakas); są to duże drzewa, na samym pniu których rosną owoce, często wielkości głowy ludzkiej, a i większe; mają one smak i zapach podobny do ananasa. Saputiny są to owoce drzew, podobne z postaci do kartofli, a ze smaku do brzoskwini. W ogrodach takich nietrudno też o drzewa kamforowe, tykwowe, nie mówiąc naturalnie o pomarańczach, cytrynach, laurach.

Niekiedy podają na deser owoc zwany japuticaba229 (żaputikaba), podobny do naszych śliwek, zwanych lubaszkami. Brazylianie bardzo to lubią, lecz wątpię, czyby smak ich podzielał który Europejczyk.

Pan szef kolonizacji, V. de Paula Ramoz, w Blumenau, jest miłośnikiem zwierząt oraz roślin, więc hoduje jedne i drugie, a jako człowiek bardzo przyjemny, pokazywał mi piękną jacutingę (gatunek bażanta), macuco230, coś w rodzaju wielkiej kuropatwy. Chowa się też u niego piękny anta231 (tapir), tak oswojony, że gdy go pan pociągnie za ucho, zwierzę zaczyna swawolić. Ale nie zdradza tej skłonności trzymany w klatce prześliczny kot dziki, który fuka straszliwie i z pazurami skacze na szczeble klatki, ilekroć się ktoś do niego zbliża.

Chowane małpy i małpeczki nietrudno spotkać w Brazylii.

Mógłbym się tu bardzo rozpisać o faunie i florze brazyliańskiej, ponieważ dużo ich okazów widziałem w czasie krótkiej swej podróży, a najwięcej w muzeum Rio de Janeiro; ale piszę tylko felieton, sprawozdanie z czterdziestodniowego pobytu w kraju, dokąd się udało tylu naszych emigrantów. Czytelnikom polskim mogę jedynie przedstawić doznane własne wrażenia, a nie żadne studia.

Dawnych kolonistów niemieckich w stanie św. Katarzyny zapytywałem, czy często widują Indian; odpowiedziano mi, że tylko w porze, kiedy dojrzewa kukurydza, wychodzą niekiedy z lasów, robią szkody w polu i znikają. Ale w stanie Paraná Indianie przychodzą na targi do miasta Kurytity i tam często można ich spotkać. Nie wiem, czy to jest prawda, ale kilkakrotnie słyszałem, że Brazylianie z urodzenia, zarówno fazendeiros232, jak colonos233, strzelają do Indian jak do dzikich zwierząt, czego nie czynią Europejczycy przybysze. Opowiadano mi, że w Joinville wychowywała się dziewczynka Indianka, której ojca zastrzelił na swym polu Brazylianin. O ile to jest prawda, stanowi bardzo ciężkie oskarżenie. Ja raz tylko widziałem osiemnastoletniego może Indianina, który na parowcu był posługaczem. Nieprzyjaciółmi kolonisty są przede wszystkim mrówki, które nieraz na odległość tysiąca kroków przenoszą do swego gniazda z pola jarzyny, młode liście kawy itd. Gniazda tych szkodników trudno odszukać, gdyż mrówki szeregami odbywają marsz podziemny i nagle ukazują się na powierzchni ziemi. Małe papużki, gdzie się znajdują, sprawiają także wielkie spustoszenia w polach ryżowych. A w czasie dojrzewania kukurydzy, równie jak Indianie, chciwe są na nią małpy. Jaguar234, jak mi opowiadano, niekiedy tylko sprawia szkody w trzodach. Do najszkodliwszych stworzeń w Brazylii zaliczyć należy jadowite węże; dwóch ukąszonych i wyleczonych pokazywało mi blizny na nogach, a jeden z nich opowiadał, iż z trzema towarzyszami szedł ścieżką przez las i gdy już dwóch przeszło przodem, jego ostatniego napadł i ukąsił jararaca (żararaka), który jest także szkodliwy i dla zwierząt domowych.

Spomiędzy chorób miejscowych, trapiących tu człowieka, najstraszniejszą jest żółta febra, na nią w Brazylii zawsze umrzeć można; ale niekiedy pojawia się jako epidemia, i wtedy strasznie zmiata ludzi, jak to miało miejsce w roku 1884, gdy na ulicach Rio de Janeiro ludzie padali jak muchy. Inną, czysto brazyliańską, chorobą jest beri beri, podczas której nogi puchną, po czym następuje paraliż i śmierć.

XVI

Cesarz Pedro II. — Niezadowolenie armii brazyliańskiej. — Sprawa wyzwolenia niewolników i protest armii. — Księżniczka Izabela. — Rząd usiłuje ograniczyć wpływy armii. — Hrabia de Ouro Preto. — Gwardia narodowa i ordery. — Rewolucyjny spisek oficerów. — Beniamin Constant i Fryderyk Solon. — Prezydent Manoelo Deodoro da Fonseca. — Chilijski okręt wojenny w Rio de Janeiro. — Mowa Beniamina Constanta podczas uczty dla Chilijczyków. — Minister wojny. — Zebranie oficerów w klubie wojskowym. — Co rząd przedsięwziął, aby osłabić załogę w Rio de Janeiro. — Jeronymo França. — W wigilię rewolucji. — Dzień 15 listopada. — Dekret detronizacji i donacja.

Przez cały czas pobytu mego w Brazylii nie spotkałem człowieka, który by o byłym cesarzu, Pedro II235, wyrażał się inaczej, jak tylko z wielkim szacunkiem; ile razy zaś wziąłem gazetę do ręki, znajdowałem w niej to samo.