Stara musiała na chwilę przysnąć. Gdy ponownie otworzyła oczy, przy oknie siedział Paul. Był to młody mężczyzna o rozmarzonej twarzy i łagodnym uśmiechu. Niewysoki, wąski w ramionach — zupełnie jak jego ojciec.
— Dzień dobry, babciu. — Skinął uprzejmie. — Babcia spała.
— Oczywiście, że nie — odparła zezłoszczona.
— Poszedłem na pociąg, ale nie znalazłem Anny. Być może zagubiła się pośród tłumu, ale z pewnością od razu tu przyjdzie.
Wyprostował się.
— Och, jak bardzo tęsknię! Moja Anna! Tak długo jej nie było.
Babcia pogłaskała go po dłoni.
— No — westchnęła. — A na moim torcie jest napis „Witamy”.
Podszedł do stołu.
— Rzeczywiście. — Wybuchnął radosnym śmiechem.