— Nie ma światła, drodzy państwo — zawołał. — Ale jest ciepło! Zapraszam do środka.

Zaprowadzono podróżnych do sali, gdzie w kominku płonął duży ogień. Zapach żarzących się piniowych szyszek mieszał się z przyjemnym aromatem z kuchni. Na środku pokoju stał nakryty stół. Kilka świec roztaczało niepewny blask. Po ścianach błąkały się zlęknione cienie. Wyglądały jak ptaki, które szukają otworu, by wylecieć.

Po tym, jak kilka uroczych dziewcząt zaprowadziło gości do ich pokoi, by mogli otrzepać się po podróży, wszyscy znów zebrali się w sali na dole. Gospodarz nakrył dla nich przy jednym stole, mądrze wymyśliwszy, że jego goście, choć się nie znają, chętnie zjedzą wspólny posiłek w ten ciemny, nieprzyjemny wieczór.

W blasku świec połyskiwały karafki czerwonego wina. Przed każdym talerzem stało parujące naczynie. Podawano sobie podłużny biały chleb i świeże oliwki.

Gospodarz pocierał dłonie podczas rozmowy. Gorliwie dopytywał, czy wszyscy mają, czego im trzeba. Gestem odprawił kelnera, który cicho niczym cień krążył wokół stołu w poplamionym fraku lub grzebał w kominku. Pan domu serdecznością i śmiechem wkrótce zaraził gości. Był to kolosalnie gruby mężczyzna; czarne oczka wyglądały jakby próbowały wydostać się z czerwonej twarzy. Mówiąc, śmiejąc się, a czasem unosząc naczynie, by zaprezentować jakąś potrawę, z miną kosmopolity przyglądał się towarzystwu, które składało się z pięciu osób.

Przy jednym końcu stołu siedziała para Anglików. Ona była postawną damą o białych, wysoko upiętych włosach i przyjaznej, zarumienionej twarzy. Odpowiadała gospodarzowi po francusku, ale z tak silnym angielskim akcentem, że trudno było ją zrozumieć. Jej małżonek miał pomarszczoną, czerwoną cerę, co nadawało mu sztucznie młodzieńczego wyglądu. Jego błękitne oczy uśmiechały się. Sportowy kostium w kratę luźno trzymał się na kościstych ramionach, jak gdyby jego właściciel wychudł od znojów podróży. Para ta miała typowy sznyt angielskich turystów. Z kieszeni marynarki w kratę wystawał bedeker13. Z pewnością zaznaczyli w nim osiemnastowieczny zamek, nazajutrz z samego rana pojadą go zwiedzić i wyrażą zachwyt niezliczonymi okrzykami: „How lovely! Oh, how interesting!14.

Po szybkiej inspekcji tych dwojga gospodarz przeniósł wzrok na Francuzkę, paryżankę, która usiadła obok Anglika. Ten zdawał się być nieco zakłopotany takim sąsiedztwem; rzucił szybkie „Pardon15, gdy przypadkiem ją potrącił. Była niską kobietą w nieokreślonym wieku, mocno umalowaną i upudrowaną. No, ale makijaż i puder należą do toalety każdej Francuzki. To nie umalowana twarz ani purpurowe wargi nadawały jej wyjątkowość, lecz oczy. Rzucały bystre, przebiegłe spojrzenie. Kiedy mówiła, rozpuszczały się w pochlebstwach i czułości, by w następnej sekundzie zmienić się w uważne i szczwane. Z ramion kobiety zwisało kosztowne futro, a spod niego przebijała zielona suknia z jedwabiu. Każdy jej ruch rozpylał dokoła woń perfum. W płatkach uszu błyszczały wielkie perły, na dłoniach nosiła drogocenne pierścienie. Żydowski kupiec, siedzący po jej drugiej stronie, ułożył wargi do cichego gwizdu; przyglądał się kobiecie i z rozkoszą wdychał perfumy. W głębi duszy nazwał ją „poszukiwaczką przygód”. Była jedną z tych, które przemierzają kraj wzdłuż i wszerz. Ciągnie je do przygód jak owady do światła. Nie zaznają spokoju. Oczy szukają wciąż nowych sensacji. Palce bezustannie sięgają po nowe, błyszczące pierścionki. Z pewnością tylko dla kaprysu wysiadła z pociągu akurat tutaj. Zapragnęła w słoneczny poranek obudzić się nad morzem. Może urodziła się właśnie w takiej maleńkiej, białej wiosce, gdzie wiosną pachnie mimoza, a Morze Śródziemne obmywa muszelki i kamyki na rozgrzanym piachu.

Żyd nachylił się w jej stronę i jął szeptać uprzejmości. Miał ziemistą cerę i błogie, brązowe oczy. Nazajutrz miał odwiedzić tutejszego biznesmena. Dzięki myśli o nadchodzącym zysku stał się łagodny, a nawet się rozweselił.

Ostatnią osobą w towarzystwie był mężczyzna w średnim wieku o czarnej, szpiczastej bródce i smutnych oczach. Nerwowo gładził się po zaroście. Kolejne dania odsuwał od siebie zniecierpliwiony, za to zapamiętale pił, jakby gardło zaatakowało mu pragnienie nie do ugaszenia.

Ludzie ci, tak nagle zebrani przy jednym stole, zaczęli teraz rozmawiać. Wino i ciepło ich ożywiło. Angielska matrona, która nigdy nie podejrzewała, że przypadnie do gustu damie takiej jak paryżanka w kosztownym futrze, dyskutowała teraz z tym niezwykłym ptakiem. Anglik i niski Żyd wymieniali opinie na temat francuskiej kuchni.