Francuzka zwróciła się do niego.

— Z pewnością ma pan o czym opowiadać — rzekła. — Przepędźmy jakoś ten mroczny wieczór.

Żydowski kupiec spojrzał na Francuzkę siedzącą obok.

— A pani? — powiedział. — Sądzę, że pani ma dla nas fascynującą historię.

Zerknęła na niego ukradkiem i wybuchła śmiechem.

— Gdybym coś opowiedziała, nigdy by pan nie uwierzył — zażartowała.

Angielka podniosła wzrok znad robótki.

— Nie ma nic przyjemniejszego niż słuchanie opowieści przy kominku — rzekła i poprawiła się w fotelu, gotowa na miłą chwilę.

— Ja opowiem, jeśli państwo się zgodzą — odezwał się mężczyzna przy kominku. — Ten wieczór faktycznie zachęca do mówienia. Myśli nadlatują ze wszystkich stron. Nawet morze nuci jakąś dziwną melodię. Przysłuchiwałem się jej przy stole. I ten pokój! Widzieli państwo cienie? Za panią, moja droga — zwrócił się do pięknej Francuzki — znajduje się cień, który wygląda, jakby chciał panią schwytać. Każdy z nas ma za plecami cień — dodał po tym, jak Francuzka spojrzała w tył z cichym okrzykiem. — Każdy z nas ma swój. Brzmi tajemniczo, ale tak jest. Czyż wszystkich nas nie prześladuje cień, który grozi, że nas pochłonie: jakaś gryząca myśl, wyrzut sumienia, gorzki brak? Każdy dobrze zna imię swojego cichego towarzysza. W taki wieczór, gdy na zewnątrz szumi morze, cienie wychodzą z ukrycia. Chylą się w naszą stronę. Czegoś chcą. Wtedy zaczynamy mówić, by je przegonić.

Podniósł dłoń w stronę ognia. Gdy ostatnie słowa już wybrzmiały, do pokoju wszedł jakiś mężczyzna. Był młody i bardzo przystojny. Zbliżył się do towarzystwa, lekko ukłonił się i spytał, czy może się dosiąść. Zrozumieli, że to ten, o którym gospodarz opowiadał, że przyjechał autem. On sam zaraz wyjaśnił: