— Przyjechałem do tej wioski z pogaszonymi światłami kilka godzin temu. Żona odpoczywa, więc zszedłem na dół. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
Pozostali mruknęli, że oczywiście nie przeszkadza. Opadł na krzesło, podstawione przez gospodarza. Przez moment zrobiło się głośno, bo każdy przesuwał się, by zrobić miejsce.
— Cienie się niepokoją — ciągnął tamten swoją opowieść i rozejrzał się z uśmiechem po ścianach.
— Zdaje się, że snuł pan jakąś historię — powiedział młodzieniec uprzejmie. — Chyba pana nie powstrzymałem?
— Oczywiście, że nie! Właśnie miałem zacząć.
Gospodarz wrócił z fajką do okna.
— To nie moja historia — podjął gawędziarz. — Usłyszałem ją kilka dni temu od bliskiego przyjaciela. Jest nieszczęśliwym człowiekiem. Nie tak dawno temu jego żona uciekła od niego z innym. A teraz jeździ i ich szuka. Człowiek chciałby wypowiedzieć to ostatnie słowo.
Smutne oczy w sekundę objęły towarzystwo. Młody mężczyzna pochylił się i zapalił zapałkę. W tym nagłym płomieniu jego policzki były całkiem blade.
— Była wspaniałą kobietą — mówił dalej tamten. — Często ją widywałem podczas odwiedzin w ich domu. Wydaje mi się, że byli szczęśliwi. W każdym razie jego szczęście było niewinne i pełne radości. Zawsze należy mieć podejrzenia. Szczególnie, gdy posiada się coś pięknego! Piękno jest po to, by je skraść.
— A więc twierdzi pan, że małżonek sam ponosi winę za to, że stracił swoją piękną żonę? — spytał młodzieniec, wydmuchując dym z papierosa.