— Naprawdę tak pan sądzi? — spytał młody mężczyzna, gdy tamten zamilknął. — Czy pański przyjaciel odnalazł uciekinierów?
— Nie wydaje mi się. Ale wiem, że ich szukał. Jakby nie było, to tylko zazdrosny mąż. I musi ukarać kochanka żony. Być może miał nadzieję, że ją odzyska. To żaden wstyd, zdobyć swą żonę po raz drugi.
W ciszy, która zapanowała, usłyszeli, jak ktoś cichutko schodzi po schodach.
Delikatny głos, na wpół rozbawiony, zawołał:
— Jesteś tam? Jesteś tam?
W towarzystwie zapanował nagle duszący lęk. Kroki zbliżały się do salonu.
— Jesteś tam? — usłyszeli ponownie.
Wówczas człowiek, który właśnie opowiedział swą historię, wstał i zawołał:
— Tak!
Odwrócił się. Jednocześnie rozległ się głos młodego mężczyzny. On także odpowiedział na gorliwe zawołania. Próg salonu przekroczyła młoda kobieta. Jej ciemne włosy były nieco zmierzwione, jakby właśnie się obudziła, lecz oczy jej błyszczały, uśmiechnięte i jasne. Szła po podłodze, aż nagle stanęła, całkiem blada.