— Ty! Ty tu jesteś! — rzekła.

Jej przerażenie było tak widoczne, że Francuzka rzuciła się w jej stronę, jakby chcąc ją ochronić. Mężczyzna zwrócił się do młodzieńca. Uniósł rękę, tamten się cofnął, ale silne ramię trafiło go i powaliło na ziemię. Uderzył głową o kratę przy kominku. Nadbiegł gospodarz.

— Spokojnie! Spokojnie, mój panie! — wołał przerażony i wymachiwał rękami.

— Przecież pan przywykł. Tu się tak wiele wydarza! — wykrzyknął tamten prześmiewczo.

Zrobił kilka kroków w stronę młodej kobiety.

— Moja żona! — rzekł.

Lecz gdy ujrzał ją w objęciach pięknej poszukiwaczki przygód, na jego twarzy pojawił się pogardliwy uśmiech; ruszył w stronę drzwi. Być może dopiero w tej chwili zrozumiał, że stracił ukochaną. Przygoda ją ujęła i teraz będzie ją ze sobą ciągnąć, aż stanie się jedną z tych, które przemierzają kraj wzdłuż i wszerz, wciąż poszukując sensacji i nowych ofiar. Usłyszeli jego z wolna oddalające się kroki.

Po wieczornych zdarzeniach angielskie małżeństwo poszło do pokoju, żona usiadła przed lustrem i zaczęła rozczesywać włosy.

— Mam nadzieję, że ten młodzieniec jakoś do siebie doszedł — odezwała się po chwili.

— Tak, tak — odparł mąż rozkojarzony.