16. Apollo

Wiemy już, że Herę uważano powszechnie za małżonkę Zeusa i królową niebios. Wiele jednak jest podań, które wymieniają inne jeszcze małżonki Zeusa, tak boginie, jak i królewny. Bo podania powstawały w rozmaitych stronach Grecji, jedno niezależnie od drugiego, toteż często nie zgadzają się między sobą. Pamiętajmy, że tworzyła je ruchliwa, płodna, niczym niekrępująca się wyobraźnia ludu. Każda niemal kraina pragnęła się chlubić jakimś bogiem albo bohaterem, który by się w niej urodził, a był potomkiem samego króla bogów. Stąd prócz Hery namnożyło się w mitologii wiele małżonek Zeusa i wielu jego synów i córek.

I tak para boskich bliźniąt: Apollo (inaczej Feb48) i jego siostra Artemida49, uchodzili za dzieci Zeusa i bogini Latony. Na świat przyszli na wysepce Delos, leżącej na Morzu Egejskim. Wyspa ta pływała aż do owego czasu po rozległej przestrzeni morskiej, dopiero z chwilą narodzin Apollina Posejdon przytwierdził ją do dna morskiego na czterech słupach.

Wieszczbiarstwo50 było głównym przedmiotem boskiej opieki Apollina. Posiadał on największą liczbę wyroczni i w nich przez usta kapłanów i kapłanek wygłaszał wolę swego ojca, Zeusa, od którego pochodzi wszelka wróżba.

Był też Apollo bogiem muzyki i poezji. Grał cudne melodie na złotej lirze i przy jej dźwiękach śpiewał hymny, ku zachwytowi i rozkoszy bogów, kiedy się zebrali na Olimpie. Biada temu, kto odważył się walczyć z Apollinem o pierwszeństwo w sztuce muzycznej — spotykała go natychmiast surowa kara, jak to się stało z Marsjaszem, jednym z wesołych towarzyszy boga wina.

Marsjasz grywał na flecie. Instrument ten wynalazła Atena i radowała się serdecznie jego tonami. Gdy jednak przechodziła obok strumyka i rzuciła okiem w wodne przeźrocze, ku swemu niemałemu przerażeniu spostrzegła, że gra na flecie ohydnie wydyma jej policzki i wykrzywia całą twarz. Zirytowana, cisnęła instrument daleko od siebie. Podniósł go właśnie ów Marsjasz, zaczął na nim wygrywać i wkrótce doszedł do takiej wprawy i doskonałości, iż nie wahał się stanąć do rywalizacji z samym Apollinem. Odbyły się więc zawody, a zwycięstwo przyznano, rozumie się, Apollinowi. Bóg muzyki zemścił się też na hardym muzyku w sposób nielitościwy, bo jak zabitego zwierza, odarł nieszczęśliwego rywala ze skóry.

Bóg wieszczbiarstwa, muzyki i poezji miał także wielkie znaczenie w sprawach życia i śmierci. Jeżeli ktoś umierał śmiercią niebolesną, zwłaszcza w podeszłym wieku, mówiono o nim, że łagodna strzała Apollina zesłała na niego śmierć. Ale gdy ten sam bóg zawrzał gniewem i napiąwszy srebrny łuk, przykładał do niego strzałę po strzale, wtedy godząc w znienawidzonych zbrodniarzy, szerzył wśród nich zarazę i śmierć połączoną z okropnymi męczarniami.

Ulubieńcem Apollina był milutki chłopczyna. Chłopiec ten miał jelenia, z którym wszędzie chodził, z którym się nigdy nie rozstawał. Pewnego dnia jednak, próbując włóczni, fatalnym przypadkiem przebił nią ukochane zwierzę. Od tej chwili czarny smutek ogarnął duszę mimowolnego zabójcy; tęskniąc i płacząc, ukrywał się daleko od ludzi w najciemniejszym ustroniu51 leśnym, aż mu serce pękło ze zmartwienia i żalu. Zmarłego chłopca zamienił Apollo w drzewo, które dotąd jest godłem smutku i żałoby, mianowicie w cyprys.

17. Wyrocznia delficka

Zaledwie Apollo przyszedł na świat, skosztował nektaru i stał się cud — niemowlę zamieniło się natychmiast w młodzieńca. Zaraz też otrzymał od bogów w darze złotą lirę i srebrny łuk ze strzałami. Wsiadł do rydwanu, który ciągnęła para łabędzi, i powietrznymi szlakami podążył z rodzinnego miejsca do Delf, gdzie już wtedy istniała wyrocznia. Okolica tamtejsza była jednak odludnym pustkowiem, gdyż straszny smok, mieszkający w ponurej grocie, szerzył dokoła strach i śmierć. Apollo zabił potwora i stał się zbawcą i dobrodziejem całej okolicy.