W podziemiu panował brat Zeusa, zwany, jak samo podziemie, Hadesem, albo też Plutonem94. Państwo jego zaczynało się tam, dokąd nigdy nie dochodził najmniejszy promyk słoneczny; toteż wyrażano się, że na wszystkim zalega tam potrójna ciemność. Żelazny mur ograniczał państwo Hadesa od dziedziny dnia: bramami, które się w nim znajdowały, można było wprawdzie wejść do wnętrza, lecz powrót był niemożliwy. Styks, straszna rzeka podziemia, siedem razy przewijał się dokoła państwa ciemności. Woda Styksu miała szczególne znaczenie dla bogów: jeżeli któryś z nich miał przysięgać, wtedy Iris lotem błyskawicy śpieszyła do podziemia i wracała stamtąd ze złotą czarką pełną wody styksowej. Mający przysięgać bóg wylewał tę wodę na ziemię i zaklinał się na nią. Takiej przysięgi niepodobna było cofnąć, jak to już słyszeliśmy w historii Faetona. Wprawdzie bóg krzywoprzysięzca nie mógł być karany śmiercią, ale lekkomyślnego winowajcę spotykała uciążliwa choroba i wygnanie na dłuższy czas z Olimpu.
Oprócz Styksu przepływały przez podziemie jeszcze inne rzeki; najważniejszą z nich była rzeka zapomnienia, Lete. Napiwszy się jej wody, zmarli tracili pamięć wszystkiego, co przeżyli na ziemi.
Jednak nie tylko ciemności, nie tylko mur żelazny i rzeki, przerzynające podziemie we wszystkich kierunkach i wijące się w niezliczonych zakrętach i odnogach, powstrzymywały istotę, która pragnęłaby wyjść z Hadesowego państwa. U bram muru piekielnego czuwał dniem i nocą srogi stróż, Cerber. Był to potwór o kilku, kilkudziesięciu, a bodaj czy nie o stu głowach, podobny do psa, lecz ogon jego był smoczy, a zamiast sierści miał węże. Leżał u wejścia do samego Hadesu, cichy i potulny wobec wszystkich, którzy przechodzili obok niego do podziemia; jeżeli zaś ktoś o jakiejkolwiek porze zamierzał stamtąd wyjść, nieznający snu, wiecznie czuwający potwór rzucał się na niego z okropną wściekłością, szczekał przeraźliwie i toczył jadowitą pianę z paszcz.
Kiedy życie człowieka ustało i dusza rozłączyła się z ciałem, Hermes, przewodnik zmarłych, skinąwszy na nią, wiódł ją do podziemia z całym zastępem innych dusz, które zebrał po drodze. Hermes kroczy naprzód, za nim stąpają te dusze, czyli cienie; szmer ich kroków jest tak cichy jak szelest nietoperzy zrywających się w górę. Tak wchodzą do państwa ciemności, nad brzegi podziemnej rzeki, gdzie Hermes powierza ich Charonowi i sam odchodzi.
Charon, ponury, zgryźliwy starzec, pełnił powierzony mu przez Hadesa urząd przewożenia cieni przez rzekę. Nie każdego jednak przyjmuje do swej łodzi; żywy musiałby się wykazać pozwoleniem od bogów, zaś duchy wolno mu przewozić tylko wtedy, gdy na ziemi pochowano ich ciało, a pamięć uczczono ofiarą. Duchy niepogrzebanych błąkały się nad ponurymi brzegami strasznej rzeki. Za przewóz należała się Charonowi zapłata; aby więc zmarły nie był w kłopocie, kiedy mu przyjdzie zapłacić przewoźnikowi, Grecy mieli w zwyczaju wkładać do ust zmarłego człowieka drobną monetę.
Stanąwszy na przeciwnym brzegu, umarły dostawał się na szerokie błonia. Tutaj wznosił się tron Hadesa, najwyższego pana i sędziego zmarłych, który rozważał żywot ziemski przybywających i wymierzał im sprawiedliwość. W czynności tej wspierali władcę podziemia Ajakos95, Minos i Radamantys, trzej ludzie, którzy za życia zasłynęli ze sprawiedliwości i bogobojności; wszyscy trzej synowie Zeusa, byli niegdyś na ziemi królami.
Stosownie do wyroku, jaki zapadł, dzielono duchy na dwie gromady. Cienie ludzi dobrych szły na Pola Elizejskie, czyli do Elizjum. Tam świeciło wieczne słońce i trwał nieprzerwany maj. Wyobrażano sobie, że duchy zmarłych prowadzą tam dalej taki sam żywot, jaki wiedli oni na ziemi, lecz bez trosk i dolegliwości.
Nie zawsze jednak pojmowano w taki sposób życie zagrobowe. Istniała jeszcze inna wiara, która przedstawiała położenie wszystkich bez wyjątku zmarłych, a więc nie tylko tych, którzy skalali się za życia zbrodniami, lecz i sprawiedliwych, jako niewymownie przykre i smutne. Według tego mniemania umarły przechadza się w podziemiu w postaci, jaką miał tu na ziemi, ale kształty jego są tylko pozorne, jest to raczej szary cień, niejako tylko przypomnienie człowieka, nic więcej. Choćby ktoś mieczem nawet ciął te kształty, nie napotkałby żadnego oporu, bo postać zmarłego to tylko próżnia. Bez ciała, bez siły, nieme i nieprzytomne błąkają się cienie po przestrzeniach Hadesu. Dopiero kiedy im się uda napić krwi zwierzęcia ofiarnego, odzyskują na kilka chwil przytomność, żeby poskarżyć się na swój nudny i bezcelowy byt. „Zaprawdę lepiej być na ziemi nędznym najemnikiem, aniżeli w podziemiu królować wszystkim cieniom” — rzekł Achilles do Odyseusza, któremu z woli bogów pozwolono zejść do podziemia96.
Przeciwieństwem Elizjum było drugie miejsce, w którym przebywały dusze złych ludzi. Grzeszników strącano do najdalszych głębi podziemia, do najciemniejszej, najstraszniejszej przestrzeni. W tym właśnie miejscu, zwanym Tartarem, musieli pozostawać, cierpiąc różnego rodzaju utrapienia i męki. Kary i męki były rozmaite, jak to pokaże opowiadanie o powszechnie znanych zbrodniarzach, którzy pogrążeni w Tartarze, pokutowali za wielkie winy żywota.
Wszyscy złoczyńcy pozostawali pod czujnym okiem Erynii (ich nazwa rzymska to Furie). Erynie, trzy siostry, były to wychudłe istoty, o zielonawosinej cerze i przerażającym wyrazie twarzy; zamiast włosów dokoła ich głowy wiły się i syczały obrzydłe gadziny. W rękach trzymały bicze, również splecione z gadzin, i zapalone pochodnie. Erynie są mścicielkami wszelkich zbrodni; dobremu człowiekowi nie mogą szkodzić, lecz nad zbrodniarzem znęcają się niemiłosiernie i przepędzają go — często jeszcze za życia, bo wychodzą one niekiedy na powierzchnię ziemi — z miejsca na miejsce, nie dają mu spokoju ani we dnie, ani w nocy, a kiedy skończy żywot doczesny, dopiero prześladują go dalej w Tartarze. W tych groźnych Eryniach Grecy trafnie uosobili straszne, nigdy niedające się uśpić wyrzuty złego sumienia, które zbrodniarz daremnie stara się zagłuszyć, przed którymi daremnie usiłuje uciec.