— Cóż czynić? Chętnie będę dalej trzymał sklepienie niebieskie na barkach, lecz nie znając się na rzeczy, wziąłem je jakoś bardzo niewygodnie na grzbiet. Weź je, proszę, jeszcze tylko na chwilkę i pokaż mi, jak mam je trzymać!
Głupi Atlas rzucił jabłka na ziemię i wziął z powrotem na plecy firmament, a Herakles, nie w ciemię bity, porwał owoce i pomknął z nimi czym prędzej. Zaniósł je Eurysteuszowi, lecz ten, niezadowolony, że nadzieja zgubienia Heraklesa znowu go zawiodła, oddał mu je z powrotem. Herakles ofiarował je Atenie, ona zaś zwróciła je Hesperydom.
Dwunasta praca. Wyprawa po Cerbera
Dotychczasowe prace Heraklesa odbywały się wszystkie na ziemi. Jako dwunastą i ostatnią wymyślił Eurysteusz coś zupełnie niebywałego i, jak sądził, niemożliwego do wykonania. Zażądał od oddanego swej służbie bohatera, żeby się udał do podziemia, do strasznego Hadesu, dokąd żaden żywy człowiek jeszcze nie dotarł, i przywiódł stamtąd na powierzchnię ziemi, przed jego oblicze, groźnego potwora piekielnego — Cerbera.
Udał się więc Herakles do podziemia i zaszedł do państwa Hadesa. Zmusił Charona, aby go przewiózł przez rzekę, a cienie zmarłych, zdumione niezwykłym widokiem żywego człowieka, pierzchały w przerażeniu na wszystkie strony. Doszedłszy nareszcie do samego Hadesa, który mu wzbraniał dalszej wędrówki po swym królestwie, strzałą zranił go w ramię. Bóg, zdumiony i przejęty bólem, pozwolił mu zabrać Cerbera, jeśli tylko dokona tego bez żadnej broni. Herakles, zobaczywszy strasznego potwora, niewylękniony ani jadem toczącym się ze smoczych paszcz, ani widokiem węży na jego sierści, ani ciągłym ujadaniem, sykiem, wyciem i rzucaniem się piekielnego stróża, ujął go prawicą za nogi, a lewicą, jakby w kleszcze żelazne, schwycił go za szyję. Tak wyniósł go na światło dzienne, gdzie Cerber, czując obcy dla siebie świat, zaczął żałośnie skomleć i warczeć i jeszcze rozpaczliwiej wyrywał się na wolność. Teraz Herakles założył na jeńca ciężkie kajdany i zaszedł z nim aż do Eurysteusza, który na tak straszny widok zadrżał jak liść osiki i odwrócił oczy. Wykazawszy się dowodem, że spełnił zlecenie, bohater zwolnił kolana, którymi ściskał Cerbera, a ten jednym susem uwolnił się i warcząc i poszczekując, bez tchu popędził do swych ukochanych piekieł.
Na tej dwunastej pracy skończyła się służba największego bohatera u władcy Myken. Herakles nie ustawał jednak w obranym zawodzie i śpieszył do dalszych wielkich i szlachetnych czynów.
Admet i Alkestis
Król tesalski, imieniem Admet, szlachetnością charakteru zyskał szczególne względy u Apollina. Gdy więc zbliżała się chwila, w której przeznaczone było Admetowi zejść ze świata, Apollo wymógł na nieubłaganych Mojrach, że oszczędzą Admeta, jeżeli tylko ktoś inny zechce zająć jego miejsce i podejmie się umrzeć za niego. Admet zasmucił się, że tak młodo przychodzi mu żegnać się z życiem, i obchodził wszystkich starszych przyjaciół i znajomych, prosząc, aby się któryś poświęcił za niego, lecz nikt nie chciał go zastąpić. Nawet jego rodzice, staruszkowie, już ledwie trzymający się na nogach i trapieni licznymi dolegliwościami, nie chcieli poświęcić tego życia, które przecież zdawało się tylko ciężarem. Znalazł się wreszcie ktoś, co bez wahania rad poświęcił swój młody żywot dla wybawienia Admeta.
Otóż Alkestis113, jego żona, kobieta słynąca z piękności i cnoty, oświadczyła, że gotowa jest w miejsce króla pójść do krainy cieni.
— Posłuchaj, Admecie — rzekła — czego dusza moja pragnie. Twoje życie, dobrego króla, dobrego ojca, warte dużo więcej od mojego. Najdroższe ono zwłaszcza dla mnie, dlatego chętnie teraz umrę, chociaż śmierć mi jeszcze nie grozi, chociaż jakiś inny król mógłby zostać moim małżonkiem. Umrę, bo nie chcę żyć bez ciebie i patrzeć na osierocone dziatki. Twemu ojcu i matce nie przyniesie to chluby, że wzbraniali się poświęcić resztki nędznego żywota dla swego jedynaka. Lecz skoro taka jest wola bogów, o jedno tylko cię błagam: żyj sam dla naszych dzieci, nie dawaj im macochy, bo o macochach mówią, jakoby smok bywał od nich łagodniejszy.