Rgielsko powtarza się w nazwie rodowej szlachty rosyjskiej Iergolskij (ciotka Iergołska L. Tołstego na pisarza wykierowała) z ustaloną przystawką, por. ruskie Irpień wobec naszego Rpik, z czym łączyłbym ruskie jerepenit’sia buńczuczyć się (z przyrostkiem en, częstym w podobnym słowotwórstwie, por. ostolbenět’ ocěpenet’ kobenit’sia i inne). Natomiast nazwa Vorgol’ dzisiejsza rzeki i miejscowości, powstała przez przestawkę z Vorlog r. 1238, wedle Sobolewskiego(?).

Dla prasłowiańskiego Rъgła lubь Rъgъla, litewskiego Ruglis lub Rugulis nasuwa się nie jedna, lecz kilka etymologii. Tkwi w nim może nasza reż, litewskie rugys żyto; w takim razie byłby bożkiem żytnim, gospodarczym, polnym, zbożowym. Ale jest i inna możliwość; Stryjkowski wymienia między bóstwami żmudzkimi i ruguczis boga rzeczy (potraw itd.) kwaśnych (przypominającego raugużemapatis Łasickiego, raugupatis Praetoriusa, to jest pana drożdży w piwie i cieście); nie są to wprawdzie bogi pierwotne, należą do owych, zdaje się zupełnie późnych bożków „departamentowych”, tak charakterystycznych dla mitologii i italskiej, i litewskiej, więc i nasz Rgieł mógłby być jakimś Kiślakiem może, skoro się i u nas powtarza pierwiastek rug- w znaczeniu kwasów, litewskie rugti kwaśnieć, i o odbijaniu się, słow. rygati itd., pruskie rugtan dadan ’kwaśne mleko’ por. w końcu(?) i inne, łotewskie raugalis Brautschauer. Rъglъ albo raczej Rъgъlь jest więc słowiańskie słowo76 i nie sposób wątpić o tym.

I Sim nie przedstawia żadnej trudności. Jak w litewskim mamy obok kiemas i kaimas, szeima i szaima, szeimyne, tak i w słowiańskim obok sěmii rodziny, mogłoby i sima czy męskie sim istnieć. Z nazw miejscowych wobec przyplątania się Simonów, Szymonów, Szymanów z jednej; Siemienia z drugiej strony (por. nazwy Siemiany, Siemianowo, Siemnowo itd.), siemji- rodu z trzeciej, trudno o pewne przykłady; Simoradz w powiecie skoczowskim, zdaje się, Siemiradza zastąpił; por. liczne nazwy (między nimi i Siemidrożycy z „pomylonym” Siedmiodrogowem albo Siedmiogrodowem) Kozierowski Gnieźnieńskie str. 276.

Cóż prawi o Chorsie, Simie i Rgle najnowszy tych rzeczy badacz? Niederle wyliczywszy (str. 116–125) jako bogów wszechsłowiańskich Peruna, Swaroga (Dażboga) i Welesa, przechodzi do „systemów lokalnych”, najpierw do ruskiego. Do wspólnej podstawy mitologii słowiańskiej przystąpiło w nim „parę postaci, częściowo przez lud ruski wytworzonych w domu, częściowo przejętych od obcych wpływów kulturalnych, greckich i wschodnich, co przechodziły do Kijowa do dworu książęcego a między ludem przyjęły się tylko o tyle, że widział lud ich posągi wystawione u dworu na wzgórzu, jak im ofiarowano, i tak się z nimi i ich kultem jeszcze na końcu doby pogańskiej zapoznał. A niektórzy z nich są ogółem tylko późniejszym zmyśleniem literackim... (obok mitologii nordyjskiej) przybyły (nad Dniepr i Wołchow) jeszcze wpływy obce, wschodnie a później i greckie i stąd to musimy sobie, wobec braku wiadomości, co by wyświetliły właściwą istotę poszczególnych nazw i imion, wytłumaczyć niepewność, ba zagadkowość, w jakich się nam przedstawia większość dalszych postaci bogów ruskich, przede wszystkim Chorsa, Simargła, Mokoszy a Trojana. W tym to kole bogów ruskich obok Peruna, Swaroga i Dażboga to jest obok ubóstwionych demonów nieba burzącego i słonecznego, obok Wołosa i Striboga pozostali inni wszyscy są to postaci obce przeniesione na Ruś albo zmyślone, a nic domowego... jeśli było (na Rusi) więcej bóstw rodzimych, to nie wyróżniały się ani ważnością funkcji, ani kultem, gdyż w innym razie spotkalibyśmy się z nimi w kole bóstw czczonych w Kijowie. Koło więc ruskie jest w całości ubogie, nierozwinięte, z czym zostaje w związku, że nie posiadamy tam ani rozwiniętej kasty kapłańskiej, ani rozwiniętych świątyń”. Po takich ogólnych, najmylniejszych i najdowolniejszych wywodach przechodzi Niederle do następnych szczegółów. „Chors jest widocznie bóstwo obce, co się dostało na Ruś, bądź dawniej ze Wschodu, bądź przez Włodzimierza włączone do koła bogów, jakich lud ruski wedle jego rozporządzenia(!) czcić miał. Nie jest wyłączone, że w Kijowie ogółem osobny bóg Chors nie istniał i że imię jego było tylko drugim, hebrajskim albo irańskim oznaczeniem słońca-Dażboga. Zawszeć jest to oznaczenie — a że się przynajmniej w wyższych sferach przyjęło, widzimy ze Słowa Igorowego — dalszym dowodem, jak w X i XI w. przenikały na Ruś słowiańską religijne wpływy wschodnie. Nie uważałbym jednak Chorsa jako nagi wytwór literacki traktatów cerkiewnych. Z apokryfów mógł się rozszerzyć jako imię własne na Rusi i Bałkanie. Dalszym dziwnym a zupełnie zagadkowym objawem koła ruskiego są Sim i Rogł; jedno znowu pewne, że to nie są nazwy słowiańskie i te mamy w Simie a Rgle albo w Simargle bądź obcą, najprędzej grechowschodnią postać, której kult podobnie jak kult Chorsowy dostał się do Kijowa przed X w., albo że to jest sztuczny, zepsuty wytwór literacki, dla którego ogółem żadne bóstwo na Rusi nie istniało. Simargl albo Sim i Rogł również więc nie należą do słowiańskiej mitologii ruskiej i możliwym jest jednak, że przed zakończeniem doby pogańskiej przenikło do Kijowa jakieś bóstwo obce, któremu Włodzimierz posąg wystawił”. Że we wszystkich tych wywodach nie ma ani cienia prawdopodobieństwa, że oparte one na przesądzie tylko, jakoby Chors, Sim, Rogł były brzmienia nie słowiańskie, nie ruskie, nie wymaga dalszej uwagi.

Ruski (ogólnosłowiański?) Sim odpowiada litera w literę litewskiemu szeimas i był bogiem jak Rod, opiekował się siemią-familią i w jego nazwie mamy może przed sobą brakującą dotąd nazwę słowiańskiego bóstwa domowego, które później Polacy: ubożem, żywiem, Ruś: domowym, didkiem (detko ruski diabeł, czytamy w Sejmie Piekielnym) przezwała. Bo żadna i tych nazw pierwotną nie jest; Uboże brzmi wyśmianiem zapiecnego bóstwa osmalonego, kaszą karmionego a Żywie i Domowoj czy Dziadek również nie „mitologiczne”, nie pogańskie. Połączenie Sima, bóstwa domowego, i Rgła, rolniczego (jeśli nazwę wytłumaczyliśmy trafnie) a więc obu bóstw gospodarczych, mogłoby być nawet niezupełnie przypadkowym, ależ nie upieram się bynajmniej przy tym wykładzie; niech inni stosowniejszego szukają, mnie wystarcza, że nazwy te są słowiańskie i że grecko-hebrajsko-irańskie majaczenia raz na zawsze usunąć należy; że odwojowałem raz na zawsze nazwy te zlekceważone dla słowiańszczyzny, bez względu na to, czy moje tłumaczenie ostanie się, czy inne trafniejsze je zastąpi.

Dla zupełności dodam, że istnieją rozmaite tłumaczenia Sima i Rgła, jedno rozpaczliwsze niż drugie, niejedno zakrawające na humorystykę jakiejś Bierzeitung burszowskiej. Dwa takie tłumaczenia wymieniliśmy powyżej; godnie przyłącza się do nich Pogodinowe, znane mi z Niederlego str. 124, nota 3: Simargła wedle niego to σημα (idolum) reguli, idolum jakiegoś królika, które wziął lub widział Włodzimierz w Korsuniu; kto by etymologię chciał na pośmiech ogólny wystawić, lepiej by tego nie dokonał. Nadmienię, że Rgła, Rgłu, dziś w ruskim niemożliwe kombinacje głosowe, w staroruszczyźnie powszechnie popłacały, tak powstało kstit’ z pierwotnego krъsłit’, čtit’ z čьstiti itd, gdy dziś tylko krestit’, čestit’ itp. możliwe; naszych bowiem zbitek nagłosowych (np. zgrzyta skreżet, trzcina=trostina, drzeń i rdzeń = sterżeń, drgnąć = droganut’, ckliwytoskliw itd.) dziś język ruski nie znosi, dawniej było jednak inaczej.

Trudniej mi wytłumaczyć Chorsa dla77 wieloznaczności nagłosowego ch. Jak na innym miejscu dowodzę, słowiańskie ch nagłosowe może przedstawiać pierwotne s albo pierwotne sk (albo samo k, jeżeli s, co często bywa, odpadnie); nie mając żadnych bliższych danych, trudno wybierać między najrozmaitszymi domysłami. Świadectwo Słowa Igorowego mało zagadkę rozświeca, bo cóż z tego, że Wszesław wilkiem nocną drogę na wschód (ależ Tmutorokań od Kijowa leży na południowo-wschodzie!) wielkiemu Chorsowi przebiegał? Skoroż mowa wyraźna o nocy, kiedy słońce nie świeci, można pod Chorsem raczej księżyc rozumieć, którego Słowianin (jak i Prus) czcił, to jest nie samo ciało niebieskie, lecz ducha nim władnącego. Stały rodzaj męski nazwy miesiącowej może nie tylko pierwotny, aryjski szczegół powtarza. A więc wilkołak, pędząc z Kijowa do Tmutorokania, Chorsowi to jest księżycowi drogę przebiegał to znaczy krzyżował, nie wyprzedzał; drogę Chorsowi przebiegać byłoby kenningiem czyli „starym słowem” poetyckim zamiast: pędzić nocą.

O Stribogu, prócz wzmianki w kanonie Włodzimierzowym, gołosłownie powtarzanej po kilku późniejszych kazaniach, nic nie wiemy. Zrobiono z niego boga wiatru i niepogody, chcąc taką funkcję nawet z imienia jego wydusić. Jagić uważał je za złożone z -bóg a w stri- upatrywał litewskie styrěti, sztywnieć, słupieć, jako dla boga lodów czy mrozu; Busłajew wywodził je od strě- w strěla, zastrět’ (= nasze zastrząc, zupełnie inny pierwiastek). W takich niemożliwych domysłach ugrzęźli badacze, zwiedzeni wzmianką o Stribogu w Słowie Igorowym. Gdy po chwilowym zwycięstwie Igora zbliża się katastrofa, zwycięstwo połowieckie, ostrzega o tym pieśniarz: „być gromu wielkiemu, iść deszczu strzałami od Donu... o ziemio ruska, jużeś zaszła za szełometi (hełm, wzgórze); oto wiatry, Striboży wnucy, wieją z morza strzałami na chrobre pułki Igorowe, ziemia tętni (dudni), rzeki mętnie cieką, prochy pola przykryły, łopocą chorągwie” itd. Wszyscy tłumacze Słowa upatrywali, równie jednozgodnie, jak bezmyślnie, w Stribożych wnukach przydomek wiatrów, a w Stribogu jakieś bóstwo żywiołowe „mieszkające w morzu” (Bogusławski II 774).

Ile wiem, pierwszy i jedyny Aniczkow (str. 339 i 340) przeciw temu słusznie się oświadczył. Nazwać wiatry „wnukami Stribożymi”, byłoby widocznym pogaństwem i któż mógł w r. 1186 jeszcze coś podobnego wiedzieć albo twierdzić? Ani się śniło autorowi o podobnym antropomorfizmie wiatru, ani tam nawet, gdzie miejsce po temu było znacznie stosowniejsze, gdy się w znanym płaczu Jarosławna do wiatru osobiście zwraca: o wietrze, wietrzydło, czemu gospodzinie nasilnie wiejesz... małoż ci było wiać górą pod obłokami itd. Należy czytać cały ów ustęp; mowa tam o wietrze, ziemi, rzekach, prochu, chorągwiach i sam paralelizm, przestrzegany przez autora Słowa, wymaga, żeby jak ziemia, rzeki, prochy i chorągwie żadnych przydomków nie mają, tak samo i wiatry bez nich się obeszły. A więc „Stribozi wnucy” (co za dziwny pomysł zresztą; żebyż choć synowie! ależ wnucy, to jest niby potomstwo?), nie należy wcale do wiatrów, lecz jest zwrotem retorycznym, do kogo? „Stribożi wnuci” to to samo, co „Dażbożi wnuci” u tego samego autora, co dwa razy Ruś „Dażbożymi” wnukami ochrzciwszy, dla odmiany prostej za trzecim razem „Stribożymi” ją nazwał. W wierszu poprzednim zwracał się przecież autor do „ziemi ruskiej”, w następnym więc to samo uczynił, zamiast „ziemi” kładąc Ruś samą. Więc słusznie Aniczkow utrzymuje, że „Stribożi wnuci” też nomen gentis, ale niesłusznie przypuszcza, bijąc na mniemaną różnoszczepowość kultu Włodzimierzowego, że wspomniał autor „o dawnym kulcie Striboga we związku z jakąś ziemicą albo z jakimś szczepem”. O żadnym takim związku autor Słowa nic nie wiedział, tak samo jak i „Dażboży wnucy” nie Czernihowską mu oznaczało ziemią i wedle swego euhemeryzmu i tu i tam autor obezwał całą Ruś, nie jakąś drobną ziemicę, potomstwem dawnych bogów to jest znacznych mężów, carów i kniaziów przeszłości.

Więc skoro Stribog nie może być bogiem lodów czy wiatrów (gdzież drugi przykład w całym Słowie Igorowym podobnego mitu przyrodniczego?), odpadają wszelkie owe niefortunne pomysły. Toż samo co w Swarog jest -og i w Stribog; wiemy przecież, jak chętnie wzorują się słowa pokrewne znaczeniem i co do tematów, to jest jak tych samych używa się dla nich przyrostków. Pierwiastkiem jest strib- w małoruszczyźnie wcale rozpowszechnione, dla skoków i skakania (stryb, strybaty, strybok, strybnuty itd., od Eneidy Kotlarewskiego i przysłów rozmaitych począwszy) Stribog jest jakimś skokanem (terminu tego użyto w Polsce XVI w.78; więcej powiedzieć nie umiem. Że sięgam po takie objaśnienie do miejscowego, małoruskiego słownika, to wytłumaczy nazwa następna.