Zarzucą mi może, że Stribog widocznie przecież złożony z bóg i najnowszy tej nazwy tłumacz, Berneker, w księdze upominkowej dla E. Kuhna, stri- od pierwiastka, jaki w strój mamy, wywodzi. Ależ na Daćbogu widzimy, jak złożenia z bog wyglądają — Stribog mógł powstać tylko na gruncie słowiańskim i musiałby mieć formę jasną, zrozumiałą, jak Daćbóg — już dlatego wszelką myśl o złożeniu podobnym porzucić należy. Jeszcze rychlej naturalnie odpada podobny zakus, jeśli mój wywód słowa bóg słuszny, to jest że bóg dopiero od Daćboga znaczenia bóstwa, po nim i od niego, nabrał. Poszedł więc Stribog za Swarogiem — gdybym chciał pomysłom wodze wyrzucić, bóg pląsający czy skaczący przypominałby szamańskie jakieś tańce i widowiska. Wolę mu zupełną przyznać zagadkowość, chociaż nasuwa się łatwo pomysł o jakimś demonie wiosennym czy wegetacyjnym, o jakimś Jarile czy Kostrubie, czczonym w obrzędzie, od którego i samego boga przezwano. W każdy sposób godnym na Olimpie kolegą Striboga byłby z tych samych okolic i czasów wymieniany inny bożek, Perepłut, o nazwie typu tak samo ściśle miejscowego, jak i u Striboga.

O bogu Perepłucie dowiadujemy się z jednego pomnika, ze Słowa jak się pogani bałwanom kłaniali; jedna ze wstawek najpóźniejszych brzmi: „tymże bogom (wedle przekonania średniowiecznego wszyscy bogowie wszystkich poganów, jedno i to samo diabelstwo — więc jak Belowi w Babilonie) tak samo ofiaruje lud słowiański: wiłom i Mokoszji... upiorom i brzeginiom „i Perepłutu i wiercąc się piją jemu w rogach”. W Słowie Jana Złotoustego jak pogani wierzyli w bałwanów, powtórzono tę wzmiankę: „drudzy wierzą w Striboga, Dażboga i Perepłuta, którzy wiercąc się jemu piją w rogach, zapomniawszy o Bogu stwórcy... i tak weseląc się o swoich bałwanach”. Por. małoruskie u Hrynczenka: hillja perepłutałos’ miż soboju gałęzie obwiły się wokół, Rosjanin pereputałosia bez ł, jego płut, perepłutowat’, tylko o łotrostwach i oszustwach się rozumie; ma jednak czasownik spłutat’ powikłać, w 16 wieku jest i spłutit’ dokonać, nie ma u Srezniewskiego, por. niż. Nazwisku „boga” odpowiada najzupełniej obraz kultu: wiercąc, obracając się, piją z rogów jemu na cześć; obok Striboga: skokana (jeśli nasz wykład słuszny) i Perepłut ostać się może. Pluta (płutu?) obok kolędy i tausenia zakazuje wzywać (na losy?) w Boże Narodzenie i dalsze wieczory car Aleksiej r. 1649. Okręcanie się przypomina mimo woli Władysława Jagiełłę, prawdziwego (wedle wychowania swego) Rusina; co dzień, zanim „in publicum prodiret, ter se in gyrum volvebat terque stipulam a se confractam in terram proiciebat79” (nigdy się jednak nie zdradził, czemu albo na co to robi). Lecz ponieważ Jagiełło był i Litwinem, więc skoro jego do pomocy wezwaliśmy przy Perepłucie, wspomnijmy i o tym, że litewska mitologia u Stryjkowskiego (gdybyż tylko na niej lepiej polegać można!) i dla Sima i dla Rgła mogłaby dostarczyć paraleli. Wymienia on przecież Seimidewos, bożka służby, czczonego aby się sługi dobrze chowały, a obok Prokorimos i Ziemiennika zapisał i Ruguczis. Wagi osobliwszej do tych zbliżeń nie przykładamy; wobec jawnych różnych niedorzeczności trudnoż się na takim świadectwie opierać.

Gdyśmy Peruna, Swaroga-Daćboga, Welesa, Mokosz, Chorsa, Rgła, Sima do Olimpu ogólnosłowiańskiego zaliczyli, a nawet do doby litwosłowiańskiej sięgali (Perun, Weles), odmawiamy Stribogowi i Perepłutowi (Przeplątowi) wszelkich takiej dawności i ogólności cech; są to bożki specjalnie ruskie, o zupełnie odmiennym charakterze; oddzielamy ich najzupełniej od wszelakich innych. Skokanami byli może czciciele Striboga, i od nich przeszłaby nazwa na ich bożka, którego choćby na Kupała (imię i pojęcie całkiem chrześcijańskie, nic w nim pogańskiego) skakaniem przez ogień czcili. Perepłut natomiast nic z przyrodą samą nie miał do czynienia, byt bożkiem trafu, przypadku, losu, plątał ludzi i rzeczy i dlatego tak go nazwano; można by nawet i o maskach pomyśleć, tak charakterystycznych dla kultu Słowian-pogan a plątających ludzi i zwierzęta. Dla domysłów wszelakich szerokie tu pole.

Materiału, zawartego w „starych słowesach” Słowa Igorowego, nie wyczerpaliśmy; najdziwniejsze z jego „kenningów” jakiegoś Trojana wprowadzają, we zwrotach: tropa (ścieżka) Trojanja, wieki Trojanji i ziemia Trojanja, to jest Ruś. Nie wiemy, czego się tu na pewne domyślać, chociaż domysłów można tu liczyć kopami; kto ich ciekaw, tego odsyłam do Niederlego str. 125–127, tym bardziej skoro cytowane tamże rozprawy ruskie mi niedostępne. Tichonrawow usunął Trojana ze Słowa całkowicie, zastąpił go Bojanem (!!); inni tłumaczyli go ze słowiańszczyzny, od troistego, czy to niby odmienna Trzygłowa nazwa, czy to niby Rurik jako najstarszy z trzech braci (tak ks. Ant. Petruszewicz, powołując się na zwyczaj Rusinów skolskich). Inni upatrywali wpływy starożytności klasycznej; jednym były wieki trojanie odgłosem walki trojańskiej, znanej pismiennikom cerkiewnym; drugim cesarza Trojana, pamięć dacyjskich przewag jego i licznych nader budowli, dróg, grodów, bram na Bałkanie i wałów w Besarabii na myśl nawodziły, wreszcie bajki serbskie i bułgarskie o nim, to jest z jego imieniem powtarzane wskazywały (por. co Léger str. 124–133 z folkloru o tym przytacza); nazwisko Trojana, cesarza rzymskiego, jako człowieka czczonego niby bóg, powtarza się w tekstach staroruskich. I nie zawahał się Niederle wliczyć jego w zastęp bogów ruskich, do którego się dostał „przed końcem doby pogańskiej bądź wprost przez stare podanie ludowe szerzące się od Karpat na północ, bądź za pośrednictwem książkowym z Bułgarii... osobnej funkcji nie mógł jednak piastować” (str. 127). Na to się pisać nie mogę; Trojana w Rusi pogańskiej nie było żadnego, wzmianki po apokryfach zdradzają jawnie pochodzenie obce a w tropach Słowa Igorowego mógłby ten kenning piśmiennego początku ogółem coś dawnego, nieokreślonego oznaczać. Wspomina wreszcie Słowo Igorowe i o jakimś dziwie wołającym z drzewa; znaczenie i wokalizacja zgadzają się najzupełniej z litewską deiwe, straszydłem.

Zapowiedzieliśmy u samego wstępu, ze. unikamy samego folkloru, nie chcąc plątać rzeczy dawnych, pogańskich, i nowych, na poły chrześcijańskich, ale dla wyczerpania materiału „mitycznego” źródeł staroruskich należy jeszcze wspomnieć o bóstwach poza kanonem Włodzimierzowym, nie czczonych na wzgórzu trzcinowym, mimo to ważnych w obchodzie codziennym.

VII

J. St. Bystroń, Słowiańskie obrzędy rodzinne (Kraków 1916. str. 53) pyta, „dlaczego przy wybitnym podobieństwie obrzędowym zupełnie inaczej przedstawia się demonologia północnej i południowej Słowiańszczyzny (przy obrzędach i demonach, związanych z narodzinami). U nas na plan pierwszy występują demony zamieniające dzieci: boginki, mamuny, dziwożony, podczas gdy na Bałkanie mamy do czynienia z postaciami zupełnie nieznanymi tak u nas, jak też w Czechach czy na ziemiach ruskich. Są to tak zwane rodjenice czy sudjenice, demony, podobne w głównych rysach do klasycznych greckich Park; czy wiara ta jest pierwotną własnością tych ludów (przyjąwszy, że mieliśmy także i na północy swoje Parki), czy też jest to element obcy i jaki? Łącznie z tą wiarą spotykamy szereg zwyczajów, którym nie przypisujemy już pierwotności, np. znane na Bałkanie zastawianie przez pierwsze nocy po porodzie stołu z jadłem i piciem dla tych demonów; odmawiamy mu charakteru pierwotnego, bo 1° nie da się włączyć w zwyczaje izolacyjne ani recepcyjne i 2° związany jest ściśle z wiarą w demony przeznaczenia i nie ma swego odpowiednika w społeczeństwach, którym ta wiara jest obca”.

Wypisałem własne słowa autorskie, aby je natychmiast zbić zupełnie. Ze źródeł bowiem staroruskich wynika jasno, że „Parki” bałkańskie, rodjanice i sudjenice, to wiara wszechsłowiańska; te ofiary im składane są również pierwotne, chociaż żadnej „izolacji” ani „recepcji” przy tym nie było i śladu. Kazania staroruskie wprawdzie mimojazdą oskarżają ziomków o „dwojewierie”; wszelkie jednak ich wycieczki przeciw mniemanej czci, oddawanej niby zawsze jeszcze (ale tylko po ukrainach a i tam tylko „po taj”) Perunowi i innym „przeklętym” bogom, to nic istotnego, to literatura, to powtarzanie tego, co wyczytali albo w Kronice własnej, albo w źródłach greckich. Natomiast co zwalczają właściwie, za co napadają bezwzględnie popów i parafian, co ich najwięcej oburza, to właśnie wiara w rodjanice i obiaty im przynoszone, a okraszone, o zgrozo! modlitwami chrześcijańskimi, wplątujące samę Bogurodzicę w to haniebne pogaństwo. A skoro ta wiara i na Bałkanie i (pod nieco odmiennymi nazwami) i w Starej Rusi tak silnie tkwiła, wynika stąd jasno, że to wiara wszechsłowiańska, zatracona zupełnie (acz są u Czechów nieco podobne o sudiczkach wzmianki) na zachodzie słowiańskim, jako ustępującym zawsze i wszędzie co do pierwotności wierzeń i obrzędów o wiele więcej zachowawczemu wschodowi i południowi. Cerkiew grecka tępiła o wiele mniej niż kościół rzymski przeżytki pogańskie, owszem, przystosowywała je ile możności do ram własnych obrzędowych.

Autorowie kazań staroruskich nie znali już wcale urzędowej czci bałwanów, wiedzieli o nich tylko z Kroniki; tym lepiej znali domową, świadczoną bóstwom domowym i gospodarskim. Naczelne między niemi miejsce ujął Rod i Rożanice (Rodzanice, co do dz por.; rodzaj, urożaj; pierwotne więc rodjanica, nie roděnica jak mylnie piszą), znane pod tym nazwiskiem i u Słowieńców, gdy indziej Sudjenice, Sojenice, czeskie Sudičky występują (albo jak u Bułgarów Orisnice od greckiego słowa), dobre i złe, towarzyszące człowiekowi od urodzenia. W kazaniu Chrystolubca czytamy, po wzmiance o modleniu się wiłom itd., rodu i rożanicam i wszystkim ich bogom przeklętym: „nie tylko zaś z prostoty zło czynimy (poprzedzało: obiecawszy służyć Chrystusowi dlaczegóż czartom służymy?), ależ i mieszamy niektóre czyste modlitwy z przeklętym ofiarowaniem bałwańskim, trzechświętej Bogurodzicy z rożanicami, ci co stawiają tylko kucię, inni zaś trapezy (stoły, dania) zakonnego obiadu, co zowie się bezzakonną trapezą, przypisaną rodu i rożanicam na przegniewanie Boga”. Jeszcze wyraźniej prawi o tym Słowo jak pogani kłaniali się bałwanom: wymieniwszy w owym stałym katalogu, znanym z Kroniki, wszelkie bóstwa a między nimi rod i rożanice i dodawszy później uwagę, że stąd nawykli Grecy kłaść ofiary Artemidu(!) i Artemidzie, to jest rodu i rożanicy”, kończy: (po chrzcie św. jęli się Chrystusa, ale i teraz po ukrainach tajno modlą się Perunowi itd.) tego nie mogą się pozbyć, począwszy w pogaństwie aż i do teraz, przeklętego stawiania wtóre; trapezy nazwanej rodu i rożanicam ku wielkiemu zgorszeniu wiernym chrześcijanom i na bluźnierstwo chrztu św. i na gniew Boży. Po chrzcie św. ustanowili brzuchowi oddani popowie tropar (śpiew kościelny) Narodzenia Bogurodzicy wstawiać do trapezy rożanicznej, czyniąc odkłady (dary dla popów); takowi nazywają się pasorzyci (kormo-guzъci), lecz nie słudzy boży. I niedzieli modlą się, namalowawszy kobietę, w podobieństwo ludzkie, kłaniający się jej całują ją, chociaż jest stworzeniem tylko” (prawi inne o niej kazanie).

Inne o tym wzmianki są: Artemi, którą nazywają rod; mąkę warzyć św. Bogurodzicy a rodu przymawiając (z Czetij Miniejich Makarego); dzieci biegają (od) roda a pan od człowieka pianego (w Słowie Daniela wygnańca); τφ δαιμουιφ ετοιμαζοντες τραπεζαν, Izajaszowe słowa, tłumaczą:. gotowajuszcze rożanicam trapezu (χαι πληρουντες τη τυχη χερασμα = izpołniajuszcze demonowi czerpanije; inny tekst daje: gotowiaszcze rodu (albo rodu i rożanicam) trapezu i izpołniajuszcze rożdenicam (biesom) pitije smieszno; s robiat (dzieci) perwyja wołosy strigut i baby kaszy wariat na sobrinije rożdanicam; w pytaniach Kirikowych: a czto rożdanicy krajut chleb i syr i med? braniasze welmi, niegde recze mołwit (Izaia): gore pijuszczym i jaduszczym rożdanicy (albo przymiotnik dzierżawczy: rożdanicz?); u Makarego: Słowo Izaia proroka o stawiaszczych dwie trapezie rodu i rożanicam; kto korowajemodlca albo rożanicy modlca; którzy w poluczai (traf, inaczej usriacza nazwany, serbska sreća) wierujut i w rodosłowije to jest w rożanica — wszystkie te cytacje z Materiałów Srezniewakiego i. h. v. Dla objaśnienia dodaję — nakaz Teodozego pieczarskiego: „troparów nie mówić do czasz przy uczcie, tylko trzy postawiwszy obiad sławi się Bóg nasz Chrystus; gdy się obiad kończy, wysławia się dziewice Marię; trzeci dla gospodarza, a więcej nie dozwalamy” (tamże). Czy nie przedstawiają dalekiego oddźwięku tej „trapezy rożanicznej”, litewskie apgelai, opisane o Kurszata w słowniku obszernie; nasze „popieliny” lub „popielinki”, na Kujawach, w Kaliskiem itd, gdy sąsiadki chodzą się do położnicy, przynosząc jej kuraka, masło, bułki? (Bystroń 110; skąd sama nazwa popielin?); kołaczyny u Hucułów (tamże 112); składkowa uczta babska, adwiazywanie, stała na Białorusi (113); w Rosji kasza obrzędowa, gdzie kłast’ w kaszu nazywa się składanie kopiejek dla babki; babczyna kasza w Komarowiczach (Biała Ruś); w Czechach dają pieniądze na kašićku, gdy u nas o kaszy w tym związku nic nie słychać (114–115). Tylko z tego wszystkiego bynajmniej jeszcze nie wynika, żeby „pieczywo obrzędowe a może i kasza było sobowtórem obrzędowym dziecka, a chrzciny ceremonią recepcyjną dokonywaną przez spożycie obrzędowego pieczywa przedstawiającego noworodka”. Przeciwnie, są to jakieś resztki ofiary błagalnej, aby uprosić szczęście dla noworodka od tych, co nim władają. Jak zawsze i wszędzie (Parki, feje itd.), są to istoty żeńskie (rod odgrywa rolę mniejszą niż rożanice), „boginie porodu, boleści porodowych, rodzicielki” i nie można upatrywać za O. Schraderem w ich zjawieniu się w Europie bynajmniej śladów prawa macierzystego. Są to więc ofiary istotne, błagalne, jak i te, co przy postrzyżynach składano (por. wyż.), żadnej nie ma w tym „recepcji” ani „izolacji”, którymi Bystroń nadto szafuje.