Z dawnych świadectw o Rodzanicach przytaczam jeszcze wedle Aniczkowa (str. 84 i 85) ustęp ze Słowa ojca duchownego, wymieniający „czczenie bałwanów, czynienie czarów, nauzy (amulety, nawęzy), przepowiadanie (wołchwowanije), wróżenie, kuksy, rozanicznuju trapezu, molenie (to jest ofiarowanie) korowajnoje (prasłowiańska, bo powtarzająca się w bułgarszczyźnie nazwa kołacza obrzędowego; w książce Marinowa o wierze ludowej i zwyczajach religijnych bułgarskich z r. 1914 jest nie mniej niż pięćset rozmaitych „chlebów” obrzędowych to jest o formach różnych, a zwanych pospolicie kravaj), powiedziane wam (czy nie zapowiedziane raczej, zakazane?) obmierzłe żelenija (wedle Aniczkowa mają to być „zapłaczki”, skargi i żale po umarłym) i karanija (strofowania?) na pirach”. „Kazania o (czczeniu jak bóstwa) niedzieli” (gdzie zresztą wbrew tytułowi najmniej o niedzieli się mówi): „co jest nad wszystko gorzej, stawianie trapezy rodzanicom i wszelka inna służba diabelska, ofiary wiłom i czczenie stworzenia”.
Ten kult rodu i rodzanic to jest istot stanowiących o przyszłym losie noworodka łączy się ściśle z pytaniem o pojęciach słowiańskich o przeznaczeniu — doli, i trafie — szczęściu. Znany jest przecież i omawiany wielokrotnie ustęp w Historii Prokopiuszowej o wierzeniach słowiańskich. On brzmi80: Θεὸν μὲν γὰρ ἕνα, τὸν τῆς ἀστραπῆς δημιουργὸν ἁπάντων κύριον μόνον αὐτὸν νομίζουσιν εἶναι καὶ θύουσιν αὐτῷ βόας τε καὶ ἱερεῖα πάντα: εἱμαρμένην δὲ οὔτε ἴσασιν οὔτε ἄλλως ὁμολογοῦσιν ἔν γε ἀνθρώποις ῥοπήν τινα ἔχειν, ἀλλ̓ ἐπειδὰν αὐτοῖς ἐν ποσὶν ἤδη ὁ θάνατος εἴη, ἢ νόσῳ ἁλοῦσιν ἢ ἐς πόλεμον καθισταμένοις, ἐπαγγέλλονται μέν, ἢν διαφύγωσι, θυσίαν τῷ θεῷ ἀντὶ τῆς ψυχῆς αὐτίκα ποιήσειν, διαφυγόντες δὲ θύουσιν ὅπερ ὑπέσχοντο, καὶ οἴονται τὴν σωτηρίαν αύτης δὴ τῆς θυσίας αὐτοῖς ἐωνῆσθαι. Σέβουσι μέντοι καὶ ποταμούς τε καὶ νύμφας καὶ ἄλλα ἄττα δαιμόνια.
Cały tylokrotnie (ostatnio np. w Starożytnościach Niederlego II z nowym dokładnym tłumaczeniem) przedrukowany ustęp powtórzyłem, aby łatwiej wyłożyć właściwą jego zawartość (W. Kętrzyński, Co wiedzą o Słowianach pierwsi ich dziejopisarze Prokopiusz i Jordanes, Rozprawy wydz. histor. 43, 1902, str. 181 nn. zadowolił się samym przekładem). Prokopiusz, autor o wielkim wykształceniu i szerokim widnokręgu, wprowadzając pierwszy z Greków Słowian na widownię dziejową, odczuwał potrzebę jakiegoś ogólnego ich określenia, lecz czy miał wobec stałej obojętności Greków dla wszystkiego, co nie greckie, jakieś osobliwsze źródła? Ze szkół znał Olimp grecki i wiedział (to było wówczas zdanie powszechne), że bogowie to uosobienie sił przyrody, a że pogaństwo wszędzie takie same, stąd wywiódł gromowładcę-boga najwyższego i znakomite dlań ofiary — całe zdanie mógł śmiało wypisać, nie wiedząc nic a nic o istotnej religii Słowian. Nie nabywa to zdanie większej powagi przez świadectwo Helmolda, piszącego o 630 lat później, gdy chrześcijaństwo od dawna między Słowianami nawet odrzańskimi popłacało: Inter multiformia vero deorum numina non diffitentur unum deum in celis ceteris imperitantem illum prepotentem celestia tantum curare hos vero de sanguine eius processisse81 (znowu nie należy przystosowywać świadectwa arabskiego o bożkach „kazańskich”, żonach i córkach głównego bóstwa) et unum quemque eo prestantiorem quo proximiorem illi deo deorum82; bo jeżeli w owym świadectwie u Prokopiusza szkolny kult Jowisza gromownika się odbił, u Helmolda chyba wpływ chrześcijaństwa widoczny.
Co do następnego zdania przypuszczałbym równiej ogólniki raczej niż wiadomości. Samo wprowadzenie pojęcia Fatum nie pierwotne, obce Słowiańszczyźnie, co również nic nie wiedziała o duszy chrześcijańskiej i jej niematerialnym żywocie, chociaż o bycie zagrobowym przodków jak najlepiej była uświadomiona (stąd ta pozorna u Thietmara myłka, zaprzeczającego Słowianom wiary w dusze — nie mieli chrześcijańskiej, ależ swoję własną mieli). Nie ma więc fatum, ale nad dolą noworodka czuwają dobre i złe bóstwa „rodzajowe”; te więc błagano ofiarą, w przekonaniu, że same zstępują i dolę wyznaczają, całemu życiu kierunek wyznaczając. W życiu samym należy znowu inne bóstwa w danych okolicznościach o pomoc wzywać itd. Tu sprzeczności nie ma żadnej. Tylko o ślepym fatum i mowy być nie może, bo od czegóż błagalne ofiary?
Z istoty rzeczy wynika, że kult „bóstw rodzajowych” najuporniej kobiet się dzierżył i nie przypadkowo w pytaniach spowiedniczych do nich się popi z tym zwracali. Przytaczam tu Aniczkowa str. 267, uwagę: „W jednym z tak zwanych izpowiednych woprosow pop winien pytać: li spłutila jesi (czasownika takiego nie zna Srezniewskij, por. wyż. uwagi o Perepłucie) z babami bogomerskija błudy li moliła sia jesi wiłam li rodu i rożenicam i Perunu i Chorsu i Mokoszi piła i jeła: tri leta post z pokłony (jako pokuta) — słowa z Ustawa Sawy wedle rękopisu z XVI wieku” (słusznie odrzuca Aniczkow słowa „i Perunu — Mokoszi” jako dowolną wstawkę popika jakiegoś, co przypomniał je sobie z „katalogów” bieżących; w innych rękopisach nie ma wcale tych słów, psujących ciągłość zdania). To samo pytanie powtarza się u Ałmazowa, tajna spowiedź w cerkwi prawosławnej, III (dodatki), Odessa 1894 (wedle Aniczkowa str. 281): ili biesom moliłaś jesi s babami jeż jest rożennicy i wołom (zamiast wiłom) i proczim takowym; dalej we brzmieniu bardziej popsutym: aszcze błudiwszy s babami bogomerzkyja błudy ky (!) molitisia wiłam.
Dodam tu, że dla losu miał Słowianin dwa wyrazy, któreśmy oba zarzucili, zastąpili niemieckim już w psałterzach i biblii (np. na odziew mój puścili „loos” w obu psałterzach itd.): żrzeb i wróg; wróg=los szczególniej częsty w poezji XVII wieku; z jedynej broszury wierszowanej o Firleju wymienię: na swoy sie skarżąc zły wrog; gdziekolwiek powinie wróg tey srogiey boginie; niezbytym wrogu zawisnego nakazem; jeśliź kogo wrog iaki z taboru wyprawił. Podobnie w tłumaczonym Adonie i innych. W staroczeskim jest vrażie w tym samym znaczeniu: na rucho (tak i w psałterzu krakowskim 1532 r.) me pustyly ysu wrazy; w ruku twu wrazie me (sortes; psałterze polskie sortes, sortem itd. mylnie tłumaczą, część, szczęście). Wróżę sors znała staropolszczyzna, bo w cisiojanie płockim dał „pyotr na maczeya wroszą, jak w staroczeskim: dal petr matheye vrazu, wedle dziejów apostolskich 1, 26: cecidit sors super Mathiam; nie jest to wcale czechizm, ponieważ cisiojan płocki, acz pewnej zawisłości czeskiej nie przeczy, najlepszą spisany polszczyzną, ani jednego niepolskiego nie ma wyrazu.
Ta wróża, czeska wraża, powtarza się jednak dziwnie często w Czechach jako nazwa miejscowa; zwrócił na to uwagę pierwszy V. Tille w „Narodopisnym Wiestniku Czeskosłowiańskim” XI, 1916, str. 54–58, a Józ. Janko (str. 58–63) etymologię tegoż wywiódł; Tille str. 217–220 do tegoż przedmiotu wrócił. Okazało się bowiem, że liczne wzgórza, nazywane vraż, naprzeciw którym, trzy razy w samej okolicy praskiej, pustelnie świętojańskie wzniesiono, mogły być miejscem, na którym magicae artes83 wyprawiano; pod Wróżewy przytacza Ks. Kozierowski (Poznańskie ll 413) istotnie „Wróżna góra, szczyt pod Krakowem”. Ależ „Różagóra miejsce na Janiszewie”; Róża Wykowa, r. 1617 Różą nazwana; Róza, pole na Swierczynie”; kilka miejscowości Róża (por. ks. Kozierowskiego Poznańskie II 149) mogą być Wróżami, poniewaz w- nagłosowe często odpada, por. Wrzecień, dziś Rzecin (tamże 413) i inne. Na małej przestrzeni około Pragi znalazł Tille: las Bożi Vrážky, pole Vrážki, góra Vrážny (wierzch), u pustelni Vráży pole na Vráži, u drugiej pustelni tej nazwy wierzch Vrážny itd.
Jak pogodzić wroga z wróżeniem? Miklosich prawi: ob vorg Feind, Teufel, mit vorg zaubern, zusammenhängt, ist mir dunkel84” (str. 395); Janko tej etymologii pięć stronic poświęcił. Pomijam kilka myłek, vraževati np. nie powstało z częstotliwego vražavati (vražati), nigdzie nie istniejącego, lecz, jak polskie Wróżewo dowodzi, jest pierwotne; wróg, wrogować (vragovati) zakrawa na temat na -u, por. polskie (biblijne) wrogu gen. sing. (nieraz, zob. Babiaczyka i. h. v.); przytacza lit. vargas bieda, zapomniał o vergas niewolnik, por. Leskien Bildung der Nomina str. 161: „die Vergleichung mit slav. vorg- setzt als Grundbedeutung Kriegsgefangener voraus85”. Janko rozróżnia trojakie pierwotne: verg, verġ i verġh, zastąpione w słowiańszczyźnie tak: ’verg ειργω, urgeo, słow. vьrgą, vrěšti, vragъ, znaczyło „hnati, strkati, tisnili”, vrag=inimicus, właściwie wygnaniec, prześladowany za zabójstwa na równi z nieprzyjacielem jawnym, więc i zabójca, stąd wróżda zabójstwo (np. w czeskim). Drugie: verġ, lit. werżiu, słow. vrьzą vrěsti, wiązać, por. powróz. powrósła (przyrostek -tło, ~dło, albo -sło); znaczenie pierwotne: toczyć, pleść, prząść. Trzecie: verġh; εργω i ρεςω, οργανον, οργια, Werk, czynić, ofiarować, aryjskie uorġia: Fοργια = słow. *vorza, całkiem odosobnione, skoro czasownika *verzią ’czynię, działam’ nie było, połączono mimo woli z wordzija wrogowstwo, zabójstwo, worżba magia spłynęło z voržda mord, wrogowstwo; tak powstało dalej vorždьjā, ruskie vorožeja maga, a w końcu dorobiono do tego i vorog czarownik, słowackie vrážek. Spłynięciu temu dwu zupełnie odmiennych pierwiastków sprzyjała okoliczność, że wróżono to jest „czyniono” i wrogowi, a za czasów chrześcijańskich musiało to uchodzić za czynność wrogą to jest diabelską. Chrześcijańskie osądzenie wróży z czasem osłabiło jej znaczenie; to przeszło w: znamię, los, zgorszenie; czasownik *worżiti zamiast czarowania dla kogoś, mógł oznaczyć: życzyć komuś czegoś, miłować go (stąd czeskie nevrażiti nienawidzieć), tuszyć (wróżyć) sobie.
Całe to rozróżnianie wroga-nieprzyjaciela i wróży-czynności obrzędowej jest dowolne. Słowiańskie verg- znaczy rzucać i używa się właśnie o rzucaniu losów to jest wróżeniu, np. wergut’ żerebeje rzucą losy. w tekście prawnym z r. 1199 werże Wsiesław żrebij o diewicu sebie lubu Słowo Igorowe, żrebija vozvrьgъsza w tekście XII w. (Srezniewskij, Materiały; u nas tylko wierzgać rzucać nogami); vorg znaczy więc rzut. Izvorg (a jest i z drugą wokalizacją izverg) jest wyrzutek, to jest albo to co wyrzucono (np. abortus niewieści) albo ten kogo wyrzucono: posl’e że wsiech jako izwragowi jawi sia i mnie w Pandektach XI wieku. Również i samo vorg: albo co wyrzucono, los, albo kogo wyrzucono, wróg; ponieważ więc wróg miał znaczenie podwójne, losu i nieprzyjaciela, ustaliło się tym łatwiej dla pierwszego nowe, ale jeszcze prasłowiańskie wróża. Że Słowianie, jak wszyscy inni barbarzyńcy, wyrzucali losy (pałeczki znaczone), o tym wiemy choćby od mnicha Chrabra; wróżyć, wróżka itd., nie znaczą też czarować, zawsze tylko wieszczyć, μαντєυєσδαι, μαντιχος itd. i tylko miejscami i późno przechodzą w znaczenie czarodzieja, czarnoksiężnika; już źródła staroruskie wymieniają woroża obok kobienia (wróżenia z lotu ptaszego), spotykania, kichania itd. Litwin odchylił znaczenia w inną stronę, z vergas=wroga, zrobił w końcu niewolnika, z vargas=losu udziałał biedę, nędzę, zło (w pruskim); czasownik utracił. U nas wróg-wyrzutek przeszedł w nieprzyjaciela, diabła zastąpił, niby dawne neprijaznъ = diabeł, albo w zabójcę (wróżda dawny termin sądowy o zabójstwie i krwawej pomście); czeskie newražiti nienawidzieć nie jest zniesieniem (przeczenia), lecz jego zasileniem, jak to nieraz bywa. Przeczę więc zestawianiu orgii z wroża i objaśniam ją z materiału słowiańskiego. Nadmienię swoją drogą, że stosunek: wrьgą ’rzucam’ wrьzą ’wiążę’, może ten sam, co drьżą ’dzierżę’ (z drьgją, por. drьžat z *drьgêti i drьzną darznę (ośmielam się), boć litewskie dirżias ’rzemień’ pośredniczy między nimi; zwykłe zestawianie drьzъkъ darski (dziarski) z lit. drąsus derzkij, odrzucam z powodu odmiennego brzmienia (s) litewskiego i dla odmiennego następstwa płynnej.
Oprócz rodzanic były istotami mitycznymi żeńskimi beregyni, wiły, rusałki, mawki. Najdawniejsza nazwa i najrychlej się gubiąca to beregyni (liczbą trzy dziewięć), widocznie nimfy, niekoniecznie wodne, może i górne, wedle nazwiska wieszające się u brzegów, to jest gór? w pierwotnym znaczeniu słowa brzeg: Berg, wymieniane i z upirjami=wampirami, co u nas mylnie w upiorów spolszczono. Toż samo są i wiły, liczbą trzydzieści, którym ofiarują (cytacje zob. wyżej); są postaci ludzkiej a przebywają w wodzie; w tłumaczeniu Hamartola syreny wiłami nazwano. Tę nazwę Ruś zapomniała; zastąpiła ją mawkami, nawkami lub rusałkami. Nazwę świąt wiosennych, rosalij, obchodzonych w polach i gajach, przeniesiono na mityczne istoty tych pól i gajów; więc w podobny sposób chciano i nazwę wił od podobnych świąt (dies violae, jak dies rosae, rosalia) wyłożyć, co niemożliwe. Jak znowu mawki czyli nawki nazwano od trupów — nawi (bo wierzą, że dusze dzieci niechrzczonych, nawet i panien przed ślubem zmarłych, w nawki się obracają), tak chciał i nazwę wił Wesełowskij zbliżyć z litewskimi weles=duchami, dalej z Val-Val-hollr a nawet i z ηλυς, ηλυσιος, ależ i to całkiem chybiony pomysł. Od wił należy odłączyć pojawiającego się w „Kazaniu jak pogani ofiarowali” męskiego Wiła, który jest tylko Belem babilońskim, jak wzmianka o Danielu dowodzi (Bela tego i stary mnich czeski, Alesz, do czeskiej kolędy przyplątał, zob. wyż.). Z tym wiłem = Belem nic nie ma wspólnego poznański wił straszydło w postaci piły(!), demon w drzewie przemieszkujący, wiły duchy pod posową izby: wyszczerza zęby jak wił, chudy jak wił, spogląda jak wił spod belki (Karłowicz i. h. v.)