Cerkiew ruska w Polsce była wówczas w tym samym poniżonym, nędznym, dzikim stanie, w jakim się na Wschodzie znajdowała, owszem, jeszcze w gorszym, bo brakło jej organizacji sprężystej, jaka była w Moskwie, a niebawem wydaną została na łup propagandzie protestancko-katolickiej. Chcąc się obronić, musiała sięgnąć w walce duchowej do broni duchowej, do nauki, do szkół — i stanęła konieczność przed Rusią czerpania z nauki, to jest z nauki zachodniej, a jedynym ogniwem, które tę Ruś z Zachodem połączyć mogło, była właśnie Polska i szkoły jej. Na Rusi więc nie było oświaty — dziś sami Rosjanie to przyznają: taki Gołubiński np., znakomity historyk cerkwi ruskiej, wręcz twierdzi przeciwko wszelkim mrzonkom i uroszczeniom dawnych historyków, od Tatiszczewa do Karamzyna, że „u nas, od Włodzimierza Wielkiego do Piotra Wielkiego nie było oświaty, „proświeszczenia”, była tylko gramotność, t. j. nauka czytania i pisania”.

Nie było ludzi oświeconych, byli tylko ludzie, którzy czytać umieli i zaczytywali się w nędznych przekładach Ojców Kościoła i innych greckich pism religijnych, kronik i kilku powieści, jak o Aleksandrze Macedońskim.

To był jedyny ślad jakiejś kultury, jedyne, co oświatę dawało tej Rusi zacofanej. Że to się zmieniło, zawdzięcza Ruś moskiewska Rusi kijowskiej, która właśnie od Polski pisać i myśleć się nauczyła. Pierwsze próby sięgają nawet czasów dawniejszych, jeszcze przed propagandą protestancką i katolicką, sama ciekawość, zazdroszcząca Polakom tych skarbów umysłowych i rzeczy ciekawych, spowodowała, że na Rusi Czerwonej i Białej znajdował się jeden i drugi, co to czytał po polsku lub łacinie, i polskie książki na ruskie przekładał, żeby i swoim umożebnić przystęp do tych rzeczy ciekawych. Ale były to, mimo różnic konfesyjnych, głównie rzeczy pobożne, rzadziej powieści, które tłumaczono, nie zważając na to, że może te opowiadania ze światem prawosławnym, jego wiarą, dogmatami, pogodzić się zupełnie nie dawały. Zwyciężyła ciekawość, interes nad różnicami wyznaniowymi. Więc zaczęto tak tłumaczyć już od samych początków XVI wieku na Litwie i Rusi i szereg tych tłumaczeń rośnie z każdym rokiem. Niektóre rzeczy nawet wprost z impulsu polskiego wyszły, tak np. miał Zygmunt August kazać przetłumaczyć kronikę Bielskiego na ruskie.

Inne tłumaczenia wywołała nie ciekawość, lecz potrzeba: jeśli dla szlachty nieumiejącej po łacinie, tłumaczono statuty (wiślickie i t. d.) na polskie, jeżeli dla niej powstawały popularne zbiorki treści prawniczej, mieszczące w brzmieniu polskim statuty krajowe, ortele, reguły prawne rzymskie i prawodawstwo Mojżeszowe (podobny rękopis z początku XVI wieku nabyto świeżo dla Akademji Nauk krakowskiej), toć nic dziwnego, że i dla szlachty ruskiej, czytającej jeszcze po rusku, wykształconej na literaturze cerkiewnej5, okazała się wreszcie potrzeba przekładu statutów na język ruski i posiadamy rzeczywiście kilka prastarych odpisów takiego przekładu (odwrotnie później ruski tekst statutu litewskiego musiano na polskie tłumaczyć i istniały teksty rękopiśmienne, zanim jeden drukiem ogłoszono).

Należy jednak i Rusi moskiewskiej, w szczególności nowogrodzkiej, oddać sprawiedliwość, że i ona z potrzeby, zapominając o przepaści wyznaniowej, sięgała wprost po skarby Zachodu i tłumaczyła je sobie z łaciny i niemieckiego, nie myśląc jeszcze o pośrednictwiepolskim. Właśnie na samym początku szesnastego wieku skupiają się głównie w Nowogrodzie około archiepiskopa Genadjusza podobne usiłowania. Kacerstwo „żydowstwujących”, przeniesione z Kijowa, zaraziło kler nowogrodzki i przedostało się do Moskwy, znalazło popleczników nawet u metropolity i na dworze wielkoksiążęcym; aby zażegnać niebezpieczeństwo, kazał Genady przekładać traktaty antysemickie Piotra Liry i Wawrzyńca Valla, z łaciny na cerkiewszczyznę; tłumaczy znalazł w osobach Mikołaja Niemca (aptekarza) i djaka poselskiego Dymitra Gerasimowa, znanego z udziału w licznych poselstwach zagranicznych Wasyla IV i z opowiadań Pawłowi Jowjuszowi w Rzymie. Wyprzedzają nas nawet ci Rosjanie, bo o trzydzieści lat wcześniej mieli ów przekład z Valli, niż my, skoro u nas dopiero 1538 wydano Epistoła albo list Rabi Samuela żyda ku drugiemu Rabi Isaakowi żydowi posłany, że Jesus Nazarański prawdziwym jest Mesjaszem i wszego świata zbawicielem a iże żydowie próżno innego Mesjasza oczekawają (czeskie tłumaczenie wyszło w druku 1528 r., lecz Czesi mają je i w rękopisach XV wieku). Tensam Gerasimow przełożył i wykład psalmów św. Brunona, jeden z najbardziej w średniowieczu popłacających (wydany jeszcze niedawno, 1890 r. przez Kartuzjanów); przełożył i gramatykę łacińską, Donata „mniejszego”, żeby ułatwić naukę języka łacińskiego — z jakim skutkiem, dowodzą kopje zachowane, opuszczające właśnie łacińskie wzory odmiany tak, że z takiej gramatyki żadnego języka nie można się było wyuczyć. Ktoś inny przełożył Lucydarjusza, czyli jak słuszniej Maksym Grek w Moskwie nazwał, Tenebrarjusza (nie światło, lecz ciemności płodzącego), rodzaj teologji i kosmografji w pytaniach i odpowiedziach. Niedawno odnaleziono inny ciekawy zabytek z tych samych czasów i miejsc, Dwojesłowie (t. j. djalog, tak tłumaczono, bo w owym dja — upatrywano mylnie greckie dyo — dwa) Zycia i Śmierci to jest spór Zycia z Śmiercią, przetłumaczony dosłownie z wierszy dolnoniemieckich, dodanych do ryciny, przedstawiającej rycerza i śmierć — formę wierszów niemieckich zatracono, lecz rodzaj męski (der Tod) zachowano ku wielkiemu zaambarasowaniu czytelnika słowiańskiego; późniejsze liczne przeróbki zmieniają i to i inny tytuł noszą i różnią się znacznie (Prienje i t. d.). Co najciekawsze, tekst ruski zastępuje nam niemiecki, bo z niemieckiego ocalały tylko wycinki, naklejone na starym modlitewniku rękopiśmiennym; próbka mała da pojęcie o obopólnym stosunku: Bistu ein meier, so meie din korne Unde lat van mi dines torne, Du enhefst hir nicht to schaffen, Darumme scholt du mi nicht straffen — w przekładzie staroruskim: (żywot recze) i ty kosec kosi twoj płod a ot mene otwleki gniew twoj, ty zdie ne imaszi dieła, togo radi mia ne imaszi kazniti i t. d. Lecz z wszystkich owych tłumaczeń, zachowanych w bardzo rzadkich odpisach, nic, z wyjątkiem owego Sporu życia z śmiercią, nie rozeszło się szerzej, nie stało się popularnym — równą rzadkością stały się i przekłady z hebrajskiego (z biblii, z modlitw, z ksiąg Majmonidesa), podejmowane w interesie „żydowstwujących”. Wszystko to odosobnione, przemijające, nie zrobiło wyłomu w murze, dzielącym Ruś od Zachodu: tu należą i przekłady części Biblji, dokonane przez dominikana Benjamina dla archiepiskopa Genadjusza, dla dopełnienia jego biblji słowiańskiej.

Dopiero w drugiej połowie XVI wieku rozwija się ruch na Rusi litewskiej i polskiej; propaganda protestancka Budnego szerzy katechizmy i pieśni luterskie drukiem ruskim; wychodźcy moskiewscy, mnich Artemi, książę Kurbski, drukarze Iwan Fedorowicz i Piotr Mścisławiec, uchodzący przed czernią moskiewską, zasilają prawosławie wołyńskie, wileńskie, lwowskie, pismami, tłumaczeniami, drukami. Trzymają się silnie prawosławia i literatury cerkiewnej, np. Artemi, wojujący z „Lutorami”; drukują jej twory, a więc biblję, jak ją Genady w Nowogrodzie ułożył, wydaje książę Konstanty Ostroski swoim sumptem (pierwsza to biblja „słowiańska”, t. j. cerkiewna, z r. 1581), a niebawem z swojej biblioteki łoży koszty na druk u znanych Mamoniczów wileńskich Gramatyki słowienska jazyka (1586 r.), t. j. średniowiecznego traktatu „o ośmiu częściach słowa” (mowy), przełożonego na południu słowiańskim z greczyzny. Nie było jednak możliwym, wobec naporu świata zachodniego i kultury łacińskiej, zadowalać się owymi okruchami z greckiego stołu wiedzy; już książę Kurbski uczył się na stare lata łaciny, aby stawiać w polemice czoło Rzymianom i niebawem w samym Ostrogu, Wilnie i Lwowie rugują łacina, polszczyzna, teologja scholastyczna, jej djalektyka, retoryka spółczesna, w końcu poezja szkolna grekę i cerkiewszczyznę z ich posiadłości. Nie pomagają wymowne protesty fanatyków prawosławia, jak ów mnich na Atosie, Iwan Wiszeński, odstraszający rodaków i spółwierców od niebezpiecznych dla duszy wymysłów łacińskich; gramatyka, a za nią wszystkie inne artes (t. j. studjum „filozoficzne”) wkraczają tryumfująco na Ruś, do jej własnych szkół i „akademji”, do szkół brackich po miastach, klasztornych, wreszcie do najwyższej, do kolegjum kijowskiego Piotra Mohiły, przemienionej w XVIII wieku w akademję, acz kształcącej tylko duchownych, polemistów, kaznodziei, teologów. I rychło dopędzają ci nowi przybysze na „Parnasie” i innych siedliskach Muz pierwowzorów. Gdy jeszcze książę Ostroski obcym, kalwinom i arjanóm, prawosławia przeciw Skardze bronić kazał, bo własnym obrońcom nie stawało sił, wyhodowały niebawem te szkoły zdolnych szermierzy, między którymi rej wodził Smotrycki, póki do unji nie przystąpił, potym inni w długim szeregu. Tryb szkolny i umiejętny, polsko-łaciński, utrwalił się w tych szkołach prawosławnych, które nawet panegiryki wierszem i prozą, na Mohiłów i innych, i praktykę widowisk teatralnych, t. j. dramat szkolny od Jezuitów przyjęły. I pojawiają się w Kijowie najpierw, potym po innych „seminarjach”, szkołach duchownych, dramaty, biblijne głównie, a obok nich intermedja, sceny komiczne, przeplatujące poważne tyrady i retorykę nabożną właściwego dramatu, scenami komicznymi z kozakami, żydami, Litwinami, z unjatami i prawosławnymi. Wiersze nabożne polskie, kanty, przechodzą do „spiwannykow”, do zbiorów wierszy treści mieszanej, gdzie jednak erotyczne kuranty ustępują rychło miejsca pieśniom o marności świata, o śmierci niechybnej i i.

Lecz nieskończyło się na treści — te nowe wpływy odbiły się i na języku. Wszyscy ci Rusini, od księcia Ostroskiego począwszy, władali polszczyzną lepiej nieraz niż ruszczyzną, mówili i pisali tylko lub głównie po polsku niegdyś — należy czytać ich listy, np. listy metropolity unickiego Pocieja (i dzieła jego polskie), aby ocenić doskonałość tej polszczyzny. Więc cóż dziwnego, że ci wszyscy działacze kulturalni, nawet pisząc po rusku, myśleli po polsku, tak, że nieraz ma się wrażenie, czytając ich utwory, jakby to była polszczyzna, przyobleczona tylko w ruskie końcówki i pismo cyrylickie.

Tak narosła powoli na Rusi cała nowa literatura, przedewszystkim teologiczno-polemiczna, która wyłącznie z polskich i łacińskich źródeł czerpała. Na tym się nie skończyło. Później i w Moskwie, gdy się skutków własnego zacofania przestraszono i poznano, że droga absolutnej ignorancji do niczego nie prowadzi, chwycono się rady i pomocy Kijowian, powoływano ich do Moskwy i oni zaszczepili literaturę polsko-ruską na gruncie moskiewskim. I powstał w drugiej połowie XVII wieku cały szereg pisarzy: Baranowicz, Galatowski i t. d., którzy nieraz jedno i to samo dzieło najpierw po polsku piszą, a potym na ruskie tłumaczą i carom i ich synklitowi, t. j. senatowi, ofiarują, wyraźnie zaznaczając, jak car i synklit lubuje się w języku i piśmie polskiem.

Cały szereg autorów i dzieł, oryginalnych a przeważnie tłumaczonych należałoby przedstawić i wyliczyć. W tłumaczeniach ruskich zachowały się nieraz rzeczy, których już w oryginałach polskich albo wcale nie mamy, albo niezupełne; możemy je z owych ruskich dosłownych tłumaczeń uzupełniać. Np. pisemko jedno ciekawe: „Postępek prawa czartowskiego” z r. 1570, t. j. „Proces szatana z człowiekiem przed trybunałem boskim” posiadamy w jednym tylko egzemplarzu, któremu brak pierwszych kart, ale te karty możemy dopełnić z ruskich tłumaczeń, których wiele jest, jeden egzemplarz rękopiśmienny nawet we Lwowie. Najlepszy wiersz polski z XV wieku, djalog między śmiercią a mistrzem Polikarpem, najciekawsza rzecz w polskiej literaturze średniowiecznej, zachował się w jednym odpisie, któremu znowu brak końca.

Otóż ten djalog o śmierci z XV wieku, o którym u nas zresztą absolutnie głucho, istnieje przetłumaczony w literaturze rosyjskiej. Przekład nie jest jednak całkowity, urywa w połowie, czy może przekładacz nie czuł się na siłach przełożyć całości — rozstrzygnąć nie potrafię. Są i inne rzeczy, których dotąd w Polsce nie odszukaliśmy, a o których tradycja ruska twierdzi, że z polskiego są przełożone. Należałoby dalej scharakteryzować bliżej te przekłady, gdyż moskiewskie różnią się od kijowskich. W Kijowie umiano po polsku, w Moskwie nie; polonizmy kijowskie w Moskwie raziły, więc pozbawiano w Moskwie przekłady wybitnych cech polskich, zastępywano słowa polskie cerkiewnymi, rzadziej rosyjskimi. I tak możnaby jeszcze cały szereg cech znamiennych wykazać co do dzieł np., jak wybierano nieraz najdziwaczniejsze, przeważnie rzeczy beletrystyczne, romanse t. j. powieści ludowe, wiersze dydaktyczne i to tak, że się te wiersze prozą przekładało, albo że pierwszy nieforemny wiersz rosyjski, ów t. zw. sylabiczny (nie zważający na akcent ruski, liczący tylko zgłoski), formowano; takim wierszem pisał jeszcze Kantemir około 1730 r. swoje satyry, pierwszy oryginalny (na poły) świecki utwór muzy rosyjskiej.