Ksiądz obniżył zielony karton.

— A teraz proszę mówić, słucham.

— A więc do rzeczy. Czy ksiądz zna pana hrabiego de Monte Christo?

— Mówi pan zapewne o panu Zaccone?

— Zaccone?!... Czyli nie nazywa się Monte Christo?!

— Monte Christo to nazwa ziemi albo raczej skały, ale nie nazwisko rodowe.

— Dobrze, dobrze; nie kłóćmy się o słowa, a skoro pan de Monte Christo i pan Zaccone to jeden i ten sam człowiek...

— Oczywiście, że ten sam.

— Pomówmy więc o panu Zaccone. Pytałem księdza, czy go ksiądz zna? Któż to taki?

— Bardzo dobrze. To syn bogatego armatora z Malty.