70. Chleb i sól
— W salonie było za gorąco, nieprawdaż, panie hrabio? — spytała.
— O tak. I miała pani hrabina doskonały pomysł, każąc otworzyć okna i żaluzje. — Mówiąc te słowa, hrabia poczuł, że ręka Mercedes drży.
— Domyśla się pan, gdzie pana prowadzę? — rzekła hrabina, nie odpowiadając na pytanie Monte Christo.
— Nie wiem, ale jak pani widzi, nie sprzeciwiam się.
— Do oranżerii, którą widać tam, na końcu alei.
Weszli do budynku pełnego wspaniałych owoców, które dojrzewały już od początku lipca w temperaturze tak utrzymywanej, aby mogła zastąpić ciepło słoneczne, którego tak często u nas brak.
Hrabina puściła ramię Monte Christa i poszła zerwać kiść winogron.
— Proszę, panie hrabio — rzekła z tak smutnym uśmiechem, że można było niemal ujrzeć, jak w oczach jej lśnią łzy — proszę skosztować, wiem wprawdzie, że winogrona we Francji nie mogą równać się z sycylijskimi i syryjskimi, ale spodziewam się, że będzie pan pobłażliwy dla naszego słabego północnego słońca.
Hrabia skłonił się i cofnął.