— Nie przyjmie ich pan? — spytała drżącym głosem.

— Pokornie proszę panią o wybaczenie — odpowiedział Monte Christo — ale nie jadam winogron.

Mercedes wypuściła z dłoni kiść i westchnęła.

Na sąsiednim krzaku rumieniła się prześliczna brzoskwinia, dojrzała jak i winogrona w sztucznym cieple oranżerii. Mercedes wyciągnęła rękę i zerwała aksamitny owoc.

— A więc proszę skosztować tego.

Lecz hrabia uczynił ten sam gest odmowy.

— Och, i tego nie? — rzekła z boleścią tłumiąc szloch. — Doprawdy, nie mam szczęścia!

Po tej scenie nastało długie milczenie. Brzoskwinia — podobnie jak kiść winogron upadła na piasek.

— Panie hrabio — odezwała się w końcu Mercedes, spoglądając na Monte Christo błagalnie — istnieje u Arabów wzruszający zwyczaj: ci, którzy podzielą się chlebem i solą pod jednym dachem, pozostaną na wieki przyjaciółmi.

— Znam ten zwyczaj — odpowiedział hrabia. — Ale jesteśmy we Francji, nie w Arabii. We Francji nie ma czegoś takiego jak wieczna przyjaźń, nikt też nie dzieli się chlebem i solą.