— Nie.

— Jakże można tak żyć, nie mając niczego, co łączyłoby pana z życiem?

— To nie moja wina. Na Malcie kochałem pewną dziewczynę, miałem się z nią ożenić, ale nastała wojna i oderwała mnie od niej jak fala. Myślałem, że kocha mnie tak bardzo, by poczekać, by zostać mi wierną aż do grobu. Jednak gdy wróciłem, okazało się, że wyszła za kogoś innego. To zwykła historia każdego, kto miał dwadzieścia lat. Serce moje było może wrażliwsze niż u innych, dlatego cierpiałem znacznie więcej; i to wszystko.

Hrabina zatrzymała się na chwilę, jakby zabrakło jej powietrza.

— Tak — rzekła — i ta miłość ciągle jest w pańskim sercu... kocha się przecież naprawdę tylko raz... Spotkał pan kiedyś jeszcze tę kobietę?

— Już nigdy nie wróciłem tam, gdzie mieszka.

— Na Maltę?

— Tak, na Maltę.

— I ona tam jeszcze mieszka?

— Zapewne.