Pani de Saint-Méran rzucała się niespokojnie w gorączkowym śnie.
Wreszcie lokaj dał znać, że przyszedł notariusz.
Chociaż uczynił to szeptem, pani de Saint-Méran uniosła się natychmiast na poduszce.
— Notariusz? — rzekła. — Niech zaraz wejdzie.
Notariusz stał już przy drzwiach — i wszedł.
— Valentine, odejdź — rzekła pani de Saint-Méran — i zostaw mnie samą z tym panem.
Wnuczka pocałowała babkę w czoło i odeszła, trzymając chusteczkę przy oczach.
W drzwiach spotkała służącego, który zawiadomił ją, że w salonie czeka lekarz.
Valentine zbiegła jak najszybciej po schodach. Lekarz ów był przyjacielem rodziny, a jednocześnie jednym z najznakomitszych lekarzy epoki; bardzo lubił Valentine — widział, jak przyszła na świat.
Miał córkę w tym samym wieku, co panna de Villefort, ale matka jej cierpiała na suchoty, żył więc ciągle w lęku o swe ukochane dziecko.