— On? Ależ przeciwnie, tysiące sztyletów wbija w moje serce, wprawdzie sztylety te, niczym w teatrze, godzą tylko w rękaw, on jednak myśli, że ranią mnie boleśnie.

— Zazdrość świadczy o uczuciu.

— Owszem, tylko że ja nie jestem zazdrosny. Zakładam się, że nim minie tydzień, zamknie mi z hukiem drzwi przed nosem.

— Myli się pan, kochany wicehrabio.

— Ma pan na to dowód?

— Zostałem zobowiązany, by poprosić pana hrabiego de Morcerf o ostateczną rozmowę z baronem.

— Kto pana zobowiązał?

— Sam baron!

— Ale nie zrobi pan tego, kochany hrabio, prawda? — rzekł Albert tonem najmilszym, na jaki mógł się zdobyć.

— Myli się pan, Albercie, przyrzekłem i zrobię.