— No tak — westchnął Albert. — Wyraźnie chce mnie pan ożenić za wszelką cenę.

— Zależy mi, by utrzymywać ze wszystkimi dobre stosunki. Ale co się dzieje z Debray’em, nie widuję go już u baronowej?

— Podobno posprzeczali się.

— Z baronową?

— Nie, z baronem.

— Sądzi pan, że coś podejrzewa? — zapytał Monte Christo z rozbrajającą naiwnością w głosie.

— Co też pan mówi, drogi hrabio! Wrócił pan z księżyca?

— Wydaje się panu, że ja znam się na wszystkich tych pańskich paryżanach?

— Kochany hrabio, ludzie są wszędzie tacy sami; gdy w jakimkolwiek kraju pozna pan dokładnie jednostkę, będzie pan miał wyobrażenie o całym rodzaju.

— Z jakiej więc przyczyny poróżnili się Danglars z Debray’em? Przecież tak dobrze ze sobą żyli — rzekł Monte Christo z tą samą naiwnością.