Alberta, nie wiedzieć czemu, przeszedł dreszcz, na dźwięk tych słów wypowiedzianych tonem osobliwie wyniosłym i godnym; wydawało mu się, że oczy dziewczyny rozbłysły czymś posępnym i strasznym, gdy podobna do Pytii odprawiającej czary, przywołała wspomnienie tego krwawego władcy, którego straszna śmierć sprawiła, że stał się olbrzymem w oczach współczesnej Europy.
— Wkrótce — rzekła następnie Hayde — pochód zatrzymał się; zeszliśmy już ze schodów nad brzeg jakiegoś jeziora. Matka tuliła mnie do drżących piersi, za nami zobaczyłam mojego ojca, jak rzucał dookoła niespokojne spojrzenia. Przed nami rozciągały się cztery marmurowe stopnie, a w dole kołysała się łódka. Z brzegu widzieliśmy majaczącą na wodzie pośrodku jeziora jakąś czarną masę; był to pałacyk, do którego mieliśmy dotrzeć. Wydawał mi się bardzo oddalony, zapewne z powodu ciemności. Zeszliśmy do łodzi. Pamiętam, że zanurzane w wodzie wiosła nie wydawały najmniejszego szelestu, nachyliłam się, aby je zobaczyć i spostrzegłam, że były poobwijane tkaninami. Na łódce nie było nikogo oprócz wioślarzy, służebnych, mojego ojca, matki, Selima i mnie.
Wierni ojcu żołnierze, palikarowie, pozostali na brzegu jeziora, klęcząc na ostatnim stopniu, a na wypadek pogoni, z trzech wyższych utworzyli sobie szaniec.
Łódź nasza leciała jak wiatr.
— Dlaczego łódka płynie tak prędko? — zapytałam matki.
— Cicho, moje dziecię — rzekła. — My uciekamy.
Nie rozumiałam tego. Dlaczego mój ojciec uciekał? On, tak potężny, on, przed którym uciekali zawsze inni, on, którego dewizą było: „Nienawidzą mnie, więc się mnie boją!”.
Rzeczywiście, była to ucieczka na jezioro, zamierzona przez mojego ojca. Powiedział mi później, że garnizon zamku w Janinie znużony długą służbą...
W tym miejscu Hayde utkwiła wymowne spojrzenie na twarzy Monte Christa, który odtąd nie spuszczał jej już z oczu. Dziewczyna mówiła więc dalej powoli, jak ktoś, kto zmyśla lub pomija pewne zdarzenia.
— Mówiła pani — podjął Albert, który z nadzwyczajną uwagą słuchał tego opowiadania — że garnizon z Janiny znużony długą służbą...