Ja w swej dziecięcej nieświadomości zlękłam się tej odwagi, bo wydała mi się ona okrutna i szalona. Bałam się tej straszliwej śmierci w płomieniach.
Matka moja odczuwała chyba to samo. Wyraźnie drżała.
— O Boże! Boże! Mamo — zawołałam. — Czy my umrzemy?
Na moje słowa niewolnice zaczęły modlić się i zawodzić jeszcze donośniej.
— Dziecko moje! — rzekła Vasiliki. — Niech Bóg cię ochroni przed tym, byś kiedykolwiek pragnęła śmierci, której teraz tak się lękasz.
A potem ciszej zapytała:
— Selimie, jaki jest rozkaz pana?
— Jeśli przyśle mi sztylet, będzie to znaczyć, że sułtan nie obdarzył go łaską, a wtedy mam podłożyć ogień; jeżeli przyśle pierścień, będzie to znaczyć, że sułtan przebaczył i opuszczę prochownię.
— Przyjacielu — rzekła moja matka. — Kiedy przyjdzie rozkaz od pana i będzie to sztylet, przebijesz nas tym sztyletem, nie chcemy bowiem ginąć z Hayde śmiercią, która tak nas przeraża.
— Dobrze, Vasiliki — odpowiedział spokojnie Selim.