Z dala zaczęły nas dochodzić głuche krzyki. Poczęłyśmy nadsłuchiwać: były to okrzyki radosne. Nasi palikarowie powtarzali nazwisko Francuza, wysłanego do Konstantynopola. Było oczywiste, że przyniósł on odpowiedź od najwyższego sułtana i to łaskawą odpowiedź.

— I nie pamięta pani jego nazwiska? — rzekł Morcerf, chcąc dopomóc pamięci opowiadającej.

Monte Christo dał mu znak.

— Nie przypominam sobie — odpowiedziała Hayde.

Hałas wzmagał się, słychać było echa zbliżających się kroków; ktoś schodził do podziemia.

Selim przygotował lancę.

Wkrótce, w błękitnawym blasku, jaki tworzyły promienie dnia przenikające do otwartej jaskini, ukazał się cień.

— Kto tam? — zawołał Selim. — Kimkolwiek jesteś, ani kroku dalej.

— Chwała sułtanowi! — wyrzekła postać. — Sułtan udzielił łaski wezyrowi Alemu; nie tylko darowane mu jest życie, ale zwrócone cały majątek i dobra.

Matka moja krzyknęła z radości i przycisnęła mnie do serca.