— Stój! — rzekł Selim spostrzegłszy, że moja matka rzuciła się już ku wyjściu. — Wiesz przecież, że muszę mieć pierścień.

— Prawda — odparła ona.

I padła na kolana, podnosząc mnie ku niebu; jakby modląc się dziękczynnie do Boga, chciała zarazem ofiarować mnie jemu.

Tu po raz drugi Hayde zamilkła dławiona wzruszeniem, a pot zrosił jej pobladłe czoło. Jej stłumiony głos jakby zanikał, nie mogąc wydostać się ze ściśniętego gardła.

Monte Christo nalał jej trochę zimnej wody do szklanki. Podając ją, rzekł łagodnie, a zarazem z nutą tonu rozkazującego w głosie:

— Odwagi, moja córko!

Hayde otarła łzy i czoło, po czym znowu zaczęła mówić.

— Nasze oczy przywykłe już do ciemności, rozpoznały w postaci posłańca paszy; był to nasz przyjaciel.

Selim też go poznał; ale ten dzielny młodzieniec znał tylko jedną zasadę: wypełniać rozkazy!

— W czyim imieniu przychodzisz? — rzekł.