— Przychodzę w imieniu naszego pana, Alego Tebelina.

— Jeżeli przychodzisz w imieniu Alego, wiesz, co powinieneś mi doręczyć?

— Wiem — rzekł posłaniec — i przynoszę ci pierścień.

Uniósł rękę w górę, a że był zbyt daleko, a w jaskini panował półmrok Selim nie mógł dostrzec ani rozpoznać pokazywanego przedmiotu.

— Nie widzę, co masz w ręku — rzekł Selim.

— Zbliż się — rzekł posłaniec — albo ja zbliżę się do ciebie.

— Nie zgadzam się ani na jedno, ani na drugie — odpowiedział młody żołnierz. — Połóż przedmiot w tym miejscu, gdzie stoisz, tam, gdzie pada promień światła, a potem oddal się, dopóki nie zobaczę, co zostawiłeś.

— Dobrze — rzekł posłaniec.

Położył umówiony przedmiot na wskazanym miejscu i oddalił się.

Serca nam biły, bo rzeczywiście przedmiot ten wydawał się pierścieniem. Tylko czy był to pierścień mojego ojca? Selim z zapaloną w ręku lancą podszedł do wejścia i cały w promieniach wpadającego do jaskini słońca schylił się. Podniósł przedmiot.