Hayde opuściła ręce, wydając z siebie rozdzierające westchnienie i spojrzała na hrabiego, jakby pytała, czy jest zadowolony, że spełniła jego żądanie.

Hrabia wstał, podszedł do niej, wziął za rękę i rzekł po grecku:

— Odpocznij, drogie dziecko i niech pokrzepi cię myśl, że Bóg karze zdrajców.

— Potworna historia — rzekł Albert przerażony bladością Hayde. — Teraz wyrzucam sobie, że byłem ciekawy w tak okrutny sposób.

— Nic nie szkodzi — odpowiedział Monte Christo.

I kładąc rękę na głowie dziewczyny, rzekł:

— Hayde jest odważną kobietą, i często opowiadanie o tych tragicznych wypadkach przynosi jej ulgę.

— To dlatego, mój panie — odpowiedziała żywo dziewczyna — że moje cierpienia przypominają mi o twojej dobroci.

Albert spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynę, nie opowiedziała bowiem jeszcze tego, co najgoręcej pragnął usłyszeć: jak stała się niewolnicą hrabiego.

Hayde wyczytała to samo pragnienie z oczu obu mężczyzn. I podjęła opowiadanie: