— Gdy moja matka odzyskała zmysły, znajdowałyśmy się przed obliczem seraskiera.
— Zabij mnie — rzekła matka — nie pozwól zhańbić honoru wdowy po Alim.
— Nie do mnie powinnaś się zwracać — odparł Kurszyd.
— Do kogo więc?
— Do twojego nowego pana.
— Kim on jest?
— Oto on.
— I w tej chwili Kurszyd wskazał na jednego z tych, którzy najbardziej przyczynili się do śmierci mojego ojca — dodała dziewczyna z ponurym gniewem.
— A więc — zapytał Albert — stałyście się własnością tego człowieka?
— Nie — odpowiedziała Hayde. — Nie miał śmiałości zatrzymać nas przy sobie. Sprzedał nas handlarzom niewolników, którzy podążali do Konstantynopola. Przebyłyśmy Grecję i umierające dotarłyśmy do bram sułtana. Kłębiący się tłum ciekawskich rozstąpił się; nagle moja matka, przenosząc wzrok w kierunku, w którym zwrócone były spojrzenia tłumu, krzyknęła i padła, pokazując mi wiszącą nad bramą głowę.