— Barrois — zawołała Valentine. — Barrois! Chodź tutaj!
Z daleka dał się słyszeć głos starego sługi:
— Już idę, panienko.
— Barrois odprowadzi pana do drzwi — rzekła Valentine do Morrela. — I teraz niech pan, panie oficerze, nie zapomni jednej rzeczy, że mój dziadek zalecił panu nie czynić nic, co mogłoby nas skompromitować.
— Obiecałem czekać — rzekł Morrel — i czekać będę.
W tej chwili wszedł Barrois.
— Kto to dzwonił? — zapytała Valentine.
— Pan lekarz d’Avrigny — rzekł Barrois, chwiejąc się na nogach.
— Cóż to, co ci jest, mój Barrois? — zawołała Valentine.
Starzec nie odpowiedział, spojrzał tylko na swojego pana przerażonym wzrokiem, a kurczowo zaciśniętą ręką usiłował znaleźć jakieś oparcie, by nie upaść.