— W karafce, w kuchni.

— Czy chce pan żebym poszedł i przyniósł ją tutaj, doktorze? — zapytał Villefort.

— Nie trzeba, niech pan tu zostanie i postara się, aby chory wypił resztę tej wody. Ja sam po nią pójdę.

D’Avrigny skoczył do drzwi, otworzył je i zbiegając po schodach dla służby, o mało nie przewrócił pani de Villefort, która także szła do kuchni.

Pani de Villefort krzyknęła.

D’Avrigny zupełnie nie zwrócił na to uwagi i kierowany jedną myślą zbiegał po kilka schodów naraz. Wpadł do kuchni i spostrzegł karafkę, która opróżniona w trzech czwartych, stała na tacy.

Rzucił się na nią jak orzeł na swoją zdobycz.

Pobiegł znowu na górę i zdyszany wpadł do pokoju.

Pani de Villefort wracała powoli po schodach do swoich pokojów.

— Czy to była ta karafka? — zapytał lekarz. — I to ta sama lemoniada, którą piłeś?